Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Syberyjska odyseja

Ostatni etap to walka z burzą śnieżną i orientacją w terenie. Wyspa Ayon zlewała się z bezkresem Morza Wschodnio- Syberyjskiego. Ciągnąłem mozolnie swoje sanie. Wdrapałem się na mała wyspę Duży Rajman. Zobaczyłem jak wielki pak lodowy skuwa Morze Wschodnio -Syberyjskie. Poczułem się jak Amundsen.

Marcin Gienieczko podczas wyprawy na Syberię
Marcin Gienieczko podczas wyprawy na Syberię /materiały promocyjne

Z tego szczęścia wystrzeliłem trzy flary. Generalnie od marca do połowy kwietnia na wyspie istnieje "Zimnik", czyli droga zimowa, ale po ostatniej burzy śnieżnej "zimnik" został zasypany i wcale nie było go widać. "Zimniki" zostały zrobione po to, żeby mogli miejscowi kierowcy na "Uralach" dowozić przez miesiąc węgiel dla Czukczów, dla tamtejszej kotłowni. "Zimnika" nie było, więc poszedłem po skorupie lodowej. Dotarcie z lądu stałego na wyspę to odległość 40 km.

Później wędrowałem wzdłuż wyspy, szczerze mówiąc nie wiedziałem, czy w dobrym kierunku idę. Wyspa zlała się z śnieżnym otoczeniem. Nie ma żadnych wzniesień. Po prostu jak okiem sięgnąć wszędzie biel. Morze było takie same jak wyspa. Powędrowałem. Nie włączyłem "gpsu" i zaszedłem na małą wyspę Czenczku. Tam spotkałem koczujących Czukczów.

Nomadzi powiedzieli mi, że oddaliłem się od wyspy jakieś 7 km i źle wędruję. A mój cel to była osada Ayon. Niewielkie skupisko ludzkie składające się z Czukczów, tubylczego ludu Czukotki. Tam też jest Stacja Polarna. Przyszła zamieć i ograniczenie widoczności spadło niemalże do zera. Nad ranem byłem tak osłabiony po ostatnim zatruciu, że zdecydowałem się, że kolejne 60 km dojadę na skuterze razem z Czukczami, którzy mieli też za cel dotrzeć do osady Ayon.

Szczerze mówiąc wole minus 50, niż "purgę", czyli zamieć śnieżną. Ona ogranicza widoczność do zera w trakcie takiej zamieci namiot-stelaż wygina się na wszystkie strony. Namiot obciążony pyłem śnieżnym może nie przetrwać nocy. Mimo, że mój namiot to typowy tunelowy namiot, który lepiej wytrzymuje uderzenia polarnego szkwału. Zawsze w nocy w trakcie "urgowania" miałem wielkie obawy, czy dotrwa dnia.

I tym samym dotarłem do Ayon. Tam koło Stacji Polarnej postawiłem polską flagę. Powiewała na wietrze w stronę Bieguna Północnego. Na fladze miałem wpisy wszystkich ludzi, których poznałem w trakcie tej ekspedycji.

To ludzie są esencją Syberii. To oni dali mi zrozumieć, co to znaczy mieć serce otwarte dla innych. Każdy dom mnie przygarniał, każda chata traperska. Na wyspie Ayon spędziłem cały dzień. Polarnicy poinformowali mnie, że za dwa dni zbliża się duża burza śnieżna. Ich barometry i oraz inne przyrządy do oceny pomiaru wiatru wskazywały, że będzie bardzo silna. Afiorow, naczelnik stacji z wyspy Ayon powiedział mi, że w nocy Czukcze będą jechać do Piveku po produkty.

-Lepiej będzie, jak szybko opuścisz wyspę, bo możesz tutaj koczować w trakcie tej "purgi" kilkanaście dni. Miałem już zaklepany samolot na 7 kwietnia, więc nie chciałem ryzykować, zdecydowałem się na szybkie "katapultowanie" się z wyspy. Po wykonaniu zdjęć, dokumentacji, nie miałem już tu co robić. Więc postanowiłem z Czukczami wyjechać w nocy opatulony skórami renifera.

Dla mnie wsypa Ayon była takim małym Biegunem Północnym. Tak samo odległym od wszystkiego jak sam Biegun. Przemierzyłem ponad 3,5 tys. km ażeby do tej wyspy dotrzeć. Kiedy patrzyłem w bezkres skutego lodem morza przed mną był tylko Biegun Północny. Cieszę się bardzo, że wyprawa w 80proc. powiodła się. Pisze, że w 80proc. gdyż ją trochę zmodyfikowałem.

Nie wędrowałem cały czas Kołymą. Pomysł na przebrnięcie Czukotki zrodził się na samej wyprawie. Też z samego Sejmaczanu nie mogłem wystartować ze względu na głęboki śnieg. Tutaj zadecydowałem wraz ze swoja ekipą, Marcinem Osmanem - filmowcem ekspedycji i Krzysztofem Szafranem logistykiem ekspedycji. Wspólnie zdecydowaliśmy po naradzie, że będę napierał od osady Sasyr w Jakucji. Dla mnie zimowa wyprawa to walka z każdym dniem z samym sobą. Bo jak nazwać 5 minutowy postój w temp. minus 53 stopni. To najniższa temperatura, jaką zastałem w trakcie tej wędrówki, kiedy nie mogłem otworzyć termosu. Gdyż zawsze po wypiciu herbaty zamarzały krople w zakrętce i musiałem mocno pocierać, a czasami uderzać termosem o lód, żeby go otworzyć. Jak można nazwać przegryzienie batonów czekoladowych, które były jak skała.

Dla mnie wprawa od Zatoki Nogajewa-Magadan po Morze Wschodnio-Syberyjskie na wyspę Ayon to nie tylko przeprawa transsyberyjska to również sportretowanie ludzi, którzy żyli i żyją w najbardziej ekstremalnych warunkach na ziemi.

Dla mnie wyprawa przez Syberię to ukoronowanie wielkiego projektu, który nazwałem TROJBÓJ -trzy wielkie wyprawy przez Północ.

Marcin Gienieczko

źródło informacji: INTERIA.PL

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: / °C ciśnienie: hPa,


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe