Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Niemożliwe nie istnieje!

Po zrealizowaniu ekspedycji Trójbój - trzy wyprawy na Północ o rożnej formie eksploracji: Spływ rzeką Ponoj oraz opłyniecie dmuchanym kajakiem południowej części Półwyspu Kolskiego, przejściu gór Mackenzie w Kanadzie oraz przejściu 600 km rzeką Kołyma na Syberii w mrozie do minus 50 stopni postanowiłem zrobić inny Trójbój. Tym razem obrałem za cel gorące Południe. Gdzie wiatr i woda są największymi przeciwnikami.

Marcin Gienieczko podczas jednej ze swoich wypraw
Marcin Gienieczko podczas jednej ze swoich wypraw /materiały promocyjne

Po 12 latach intensywnej współpracy Philips Polska staje się moim głównym i strategicznym oraz tytularnym sponsorem całej ekspedycji.

15 maja wyjeżdżam do Australii w celu zrealizowania jednego z najbardziej śmiałych projektów mojego życia. Powiązanie eksploracji ze sztuka przetrwania na pustyni oraz wyczynu na morzu. Wszystko o własnych siłach.

Rozpoczynam 20 maja w Darwin (w północnej Australia), skąd zmierzam przejechać rowerem górskim 3 tys. km do osady aborygeńskiej Newman. Stamtąd wynajęty helikopter przerzuci mój rower do Alice Springs na drugiej stronie Pustyni Gibsona. Jednocześnie pilot dostarczy wodę na szlak. Ja zamierzam wędrować 1000 km pieszo przez pustynie Gibsona około 50-60 dni ciągnąć za sobą specjalnie skonstruowany wózek wraz z całym dobytkiem. Wózek był również wsparciem w trakcie przeprawy przez Pustynie Gibsona dla znanego podróżnika Marka Kamińskiego. To stalowa spawana konstrukcja. Aby uzyskać jak najniższą wagę wykorzystałem rury cienkościenne. Zrezygnowałem z elementów aluminiowych ponieważ tylko nieznacznie zmniejszyłyby wagę, a zdecydowanie osłabiły konstrukcje. Ma koła 26 cali, takie jak w rowerze górskim, ze wzmacnianymi obręczami przeznaczonymi do dużych obciążeń. Tak zawieszona konstrukcja pozwoli mi na swobodne omijanie wystających z ziemi kamieni lub korzeni.

Przede wszystkim dzięki tej rykszy mogę zabrać więcej żywność. Później znowu wsiadam na swój rower. Naciskam na pedały i po przejechaniu kolejnych 3 tys. km przez Australię mam zamiar dotrzeć do Sydney. Stamtąd rozpocznę najtrudniejszy etap swojej ekspedycji. Chcę o własnych siłach zmierzyć się z legendarną trasa regat Sydney-Hobart.

- W tej nazwie jest coś co nie daje żeglarzowi żyć spokojnie. Sama nazwa jest kusząca mówi inż. Bartosz Puchowski z firmy Cree Yacht design Studio, który projektuje i nadzoruje budowę ,,kosmicznego" kajaka, który ma zamiar przemierzyć słynną Cieśninę Bassa w Australii.

- Cieśnina Bassa jest dla żeglarzy jak K2 dla himalaistów. Jest to najgroźniejszy rejon przez który przebiegają regaty. Miejscowi nazywają ją ,,czarną dziurą". Może wchłonąć wszystko. Przez cieśninę przebiega prąd z zachodu na wschód. Zderza się on z podążającym wzdłuż wybrzeża drugim prądem, który pędzi do Sydney. Wody są bardzo nie spokojne. Cieśnina ma 50 metrów głębokości i płytki ocean czyni zmienne wody jeszcze bardziej wzburzone. To totalny extreme!

Marcin Gienieczko

źródło informacji: INTERIA.PL

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: / °C ciśnienie: hPa,


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe