
Michał Domański: Piotrze, jak rozmawialiśmy niedawno o RPA, to wspomniałeś naszym czytelnikom na końcu o Mozambiku. Obiecałeś opowiedzieć o nim następnym razem. Teraz jest właśnie taka okazja. Powiedz nam, jaki jest właściwie ten Mozambik?
Piotr Kossowski: Na samym końcu Afryki odkrywamy przed naszymi podróżnikami plaże Mozambiku, gdzie świeżo złowiona i pieczona w ognisku ryba ma smak prawdziwej przygody, gdzie w przybrzeżnych wodach żerują ogromne rekiny wielorybie, a na rafach Oceanu Indyjskiego spotykamy dumne manty? Jest to kraina zamieszkana przez ludzi z najpiękniejszymi rysami w całej Afryce. Otwartość miejscowych pozwala nam wywozić z Mozambiku setki zdjęć fascynujących twarzy - dzieci bawiących się przy mijanych po drodze szkołach, rybaków, którym na plażach pomagamy wyciągać długie sieci, a czasem nędzarzy koczujących w Maputo wokół płonących ognisk.
Mozambik jest pełen sprzeczności. Maputo jest jedną z najatrakcyjniejszych afrykańskich stolic, mimo iż na tutejszych ulicach wciąż widać ślady po wieloletniej wojnie domowej. W Mozambiku natura odkrywa przed nami wszystko to, co jest najpiękniejsze w tropikach, jedyną szkodę wywołują potężne powodzie, które regularnie zrywają mosty. Najbardziej zdumiewa nas to, że stawiający czoła tylu przeciwieństwom losu, w większości przerażająco biedni, Mozambijczycy wydają się być najbardziej uśmiechniętym narodem na świecie!
Mozambiku próżno szukać w katalogach biur oferujących turystykę masową. Nie przylatują tu żadne samoloty czarterowe, nie ma nawet regularnych lotów liniami rejsowymi. W tym kraju nie ma też dużych autokarów, olbrzymich centrów handlowych, ani modnych kurortów turystycznych. Tu albo śpi się na plaży pod gołym niebem albo opływa w luksusy w ekskluzywnych lodgach. Kto zatem przyjeżdża do Mozambiku? Podróżnicy poszukujący przygody i dziewiczej przyrody, albo osoby chcące odkryć na swojej drodze coś, czego miało szczęście doświadczyć niewielu.
Do Mozambiku jeździmy przede wszystkim na wyprawy nurkowe, na połowy merlinów i rekinów, a zdarza się także, że nad jeziorem Cahora Bassa, położonym na pograniczu z Zimbabwe, polujemy na grubą zwierzynę. Podglądamy też kulturę, tradycyjne obrzędy i zwyczaje mieszkańców, rytualne tańce napotkanych na naszej drodze plemion. Podziwiamy również wprowadzające nas w osłupienie spektakle teatralne, podczas których publiczność nie waha się ingerować w to, co dzieje się na scenie! Odkrywamy doskonałą kuchnię, w której mieszają się smaki Afryki, Arabii, Portugalii i Indii. Przede wszystkim jednak cieszymy się największym bogactwem Mozambiku - bezkresnymi, dziewiczymi plażami Oceanu Indyjskiego. Nurkujemy tutaj z rekinami wielorybimi, uczymy się przyrządzać ogromne ryby i owoce morza. Łodzią mojego kumpla i zaufanego Afrykanera - Vaughana van Niekerka - wypływamy na połowy merlinów i rekinów. Mozambik jest bez wątpienia jednym z takich miejsc na świecie, gdzie warto zostać już na zawsze.










~nie turysta
ale bełkot, kolo Mozambik oglądał na folderach. Panie Kosowski - zgłosi się Pan do mnie to może P...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »