
Sprzęt
Obecnie produkowane rowery górskie mają geometrię przystosowaną do jazdy w każdych warunkach terenowych, a rozpiętość przełożeń daje możliwość wjechania na praktycznie każde wzniesienie (do około 25° nachylenia), nawet tym miłośnikom kolarstwa, którzy dysponują nieco słabszą kondycją. O przełożeniu 22/32z, które jest spotykane w większości rowerów klasy średniej, jeszcze kilka lat temu można było tylko pomarzyć. Problemem jest jednak to, w jaki sposób wykorzystać możliwości tkwiące w sprzęcie oraz oczywiście w nas samych.
Psychika
Zakładając, że dysponujemy sprawnie działającym rowerem, ale jeździmy na nim tylko od czasu do czasu, to najpoważniejszym problemem w przeciwdziałaniu sile grawitacji jest nasza psychika. Nawet w chwili, wydawałoby się największego kryzysu, jesteśmy w stanie wydobyć z siebie jeszcze odrobinę energii, która pozwoli nam dojechać do szczytu, wyprzedzić kolegę, zająć lepsze miejsce w wyścigu czy też osiągnąć inny cel, związany z akurat pokonywanym podjazdem.
Oczywiście bardzo ważne jest pozytywne nastawienie oraz wola walki, ale o tym kiedy indziej. Równie istotny jest dobór przełożeń, aczkolwiek jest to kwestia nieco bardziej indywidualna (wystarczy porównać styl jazdy Lance Armstrong'a i Jana Urllich'a), dodatkowo uwarunkowana nawierzchnią, po jakiej jedziemy. Tym razem chcę się skupić na dwóch niezmiernie ważnych elementach, bez których, mimo najszczerszych chęci, najlepszego sprzętu itd., będziemy musieli ulec w walce z materią. Tymi elementami są: technika pedałowania oraz pozycja, jaką przyjmujemy na rowerze, jadąc pod górę.
Technika
"Kręcenie pedałami" nie jest, jak się okazuje, takie proste, jakby się to mogło z pozoru wydawać. Samo naciskanie na pedały z góry daje tylko połowiczny efekt. O ile przy jeździe po płaskim (zwłaszcza rekreacyjnej) nie ma szczególnego znaczenia, w jaki sposób pedałujemy, o tyle na podjazdach jest ono naszym kluczem do sukcesu. Ważne jest bowiem, aby oprócz naciskania również ciągnąć pedał, gdy znajduje się on na dole oraz popychać go, gdy znajduje się on na górze.
Dopiero taki sposób pedałowania jest naprawdę efektywny i pozwala na pełne wykorzystanie możliwości naszych mięśni. Oczywiście, mam nadzieję, że jako porządni MTB'ikerzy posiadacie pedały zatrzaskowe. Pedały zatrzaskowe zostały stworzone właśnie po to, by umożliwić płynne pedałowanie w całym zakresie obrotu korbowodu. Przy użytkowaniu systemu pedałów zatrzaskowych są dwa krótkie martwe punkty, ale na tyle krótkie, że niemal nieodczuwalne (gdy pedały są jeden nad drugim). To pozwala na zakreślenie pełnego koła korbami, a podczas tego zakreślania będziemy skutecznie napędzać rower. Zatem ważniejsze jest, by mieć bardziej miękki bieg i "kręcić" płynnie, niż szarpać się na stojąco na biegu "twardym".
Sylwetka
Zapewne wiele razy, podjeżdżając pod jakiś szczególnie stromy podjazd, zdarzało się wam, że przednie koło traciło kontakt z podłożem lub też dla odmiany tylna opona traciła przyczepność, podczas jazdy na stojąco. Jeżeli tylko rower, który w owym momencie służył za narzędzie do walki z grawitacją, miał normalną geometrię i mostek o rozsądnych wymiarach, to błąd tkwił w niewłaściwej pozycji przyjętej podczas podjeżdżania.
Aby przyjąć właściwą pozycję istotne jest odpowiednie ustawienie siodełka - nie powinno ono być, co jest częstym błędem u osób atakujących podjazdy, zbyt wysoko. "Podręcznikowa" wysokość oraz poziome ustawienie jest tutaj jak najbardziej na miejscu - oprócz odpowiedniego dozowania siły daje również bardzo istotną na stromiznach możliwość utrzymania równowagi.
Kiedy już wszystko jest jak należy, możemy przystąpić do pokonywania podjazdu. Jeżeli nachylenie nie wymaga żadnych szczególnych manewrów, wjeżdżamy na szczyt, stosownym do okoliczności tempem, stosując "okrągły obrót pedałami".
W sytuacji, w której nachylenie wzrasta należy przesunąć się nieco bardziej do przodu, siadając na nosie siodełka i mocno ugiąć ręce. W ten sposób cały czas siedzimy na siodełku, a więc dociążamy tylne koło, uniemożliwiając mu wpadnięcie w poślizg, a równocześnie naciskamy na pedały bardziej z góry, przez co z większą siłą.
Na stojąco
Jeżeli stromizna zmusza nas jednak do wstania z siodełka nie należy robić tego w sposób, w jaki czynią to sprinterzy. W takiej sytuacji powinno się tylko nieco unieść tyłek nad a nie przed nos siodła (czyli będąc w pozycji opisanej powyżej wstajemy nieco na pedałach) i z czuciem dozować siłę z jaką naciskamy na pedały, unikając jak ognia utraty przyczepności.
Jadąc w terenie nie wolno także zapominać o ciągłym kontrolowaniu sytuacji dwa, trzy metry przed przednim kołem: ewentualny błotnisty fragment, korzeń, kamień lub inną przeszkodę można pokonać lekkim balansem ciała lub np. przeskoczyć - ważne aby nie dać się zaskoczyć. Obserwowanie drogi około 3 metry przed rowerem daje nam swobodę wyboru stylu pokonania danego fragmentu traktu.
Marek Tyniec










~Siymia
obraz :) Następnym razem będę stawać nad siodełkiem a nie przed nim ;)
~grisley
dodaj komentarz »wszystkie wątki »