Nagabywany nieustannie przez Marokańczyków, postanowiłem wrócić do hotelu. Dzieliło mnie zaledwie kilka metrów od mojej bazy noclegowej, gdy zostałem zagadnięty przez sprzedawcę sklepiku. Uparł się, żeby pokazać mi swój towar. A w gruncie rzeczy, jak się okazało, też proponował ... masaż. Na zapleczu sklepu.
A swoją drogą, pomyślałem: czy masaże to narodowa marokańska specjalność? I czy organizuje się tam kursy na tego typu usługi? Jedno nie ulega wątpliwości: że Marokańczycy imają się różnych sposobów zarobkowania. A że widać jest popyt na masaże, chętnie je turystom proponują.
Polowanie na turystów
Zwłaszcza młodzi marokańscy chłopcy zaczepiają cudzoziemców. Zwykle zaczyna się tak:
- Ça va? O key?
A potem próbują ustalić, skąd pochodzi turysta i jakim włada językiem. "Poland" często mylą z "Holland". Na dźwięk słowa Polonia (a podejrzewam, że i nazw innych nacji) nie szczędzą komplementów: Polonia ist gut! - mówią. Ale zdarzało się, że nie mieli absolutnie pojęcia, gdzie leży moja ojczyzna. Tłumaczyłem, że między Rosją a Niemcami, lecz nadal miałem wrażenie, że nie pojmują.
Przeżyłem chwile grozy, kiedy zauważyłem, jak dwóch młodych Marokańczyków podążało za mną krok w krok, nie nawiązując żadnego kontaktu, nie podejmując rozmowy. Celowo szedłem ruchliwymi ulicami, nakładając drogi. I dopiero w pobliżu hotelu zgubiłem ich ślad.
Hotel jak więzienie
Ale, na ogół w Maroku jest bezpiecznie. Stróżów porządku publicznego, policję spotyka się bez przerwy. Specjalne patrole penetrują plaże. Ba, nawet policja konna przemierza wydmy, jedno z miejsc zarobkowania młodych Marokańczyków, którzy nawet przyznają się, że za cenę pozwolenia na pracę w tym miejscu, muszą płacić haracz. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Faktem jest, że policja strzeże wszystkich miejsc odwiedzanych przez cudzoziemców. Zapewne po to, by czuli się pewnie, bez zagrożeń i chętnie przyjeżdżali do Maroka. W końcu turystyka to jedna z ważnych gałęzi marokańskiej gospodarki, przynosząca znaczący dochód.
Dlatego Marokańczycy dbają o rozwój bazy hotelowej, budowę całych dzielnic hotelowych (jak np. w Agadirze), które są miejscami schludnymi i eleganckimi. A nierzadko pilnowanymi, jak nie przymierzając więzienie. Doprawdy, nie ma w tym cienia przesady. Np. do hotelu Agadir Beach Club nie prześliźnie się przysłowiowa mysz. Cały teren hotelowy otoczony jest wysokim murem, wzdłuż którego biegnie jeszcze zapora z drutu kolczastego. I jakby tego było mało, w wierzchołku muru tkwią kawałki tłuczonego szkła.
Baśniowy bazar
W sklepach marokańskich sprzedaje się szyte na miarę ubrania, w tym eleganckie, skórzane kurtki. Można też wybrać się na suk, czyli tętniący życiem arabski bazar. Tutaj wydaje się, że czas stanął w miejscu. Uliczni sprzedawcy nawołują klientów, podtykają pod nos swoje wyroby. Do obowiązku należą próby zbicia ceny przez energiczne i sugestywne targowanie się. Warto tu przyjść, gdyż w tym miejscu handluje się dosłownie wszystkim - od przypraw i srebrnej biżuterii po wspaniałe dywany, oliwki i sprzęt domowy.
A można też natknąć się na fakira, który grając na fujarce, zaprezentuje taniec węży. Okazuje się jednak, że węże są głuche, tylko ich ciało reaguje na przenoszące się drgania dobywane z ludowego instrumentu.
Janusz Świąder









~Rozyna
Mnie tez smiesza te artykuly pisane na predce i opisujace tylko to co sie przez pare godzin albo ...
~Turysta.
Byłem w Maroku. Pan Janusz chyba specjalnie szukał towarzystwa młodych chłopców - widac lubi taki...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »