
Styczniowe słońce chyli się na wybrzeżu marokańskim ku zachodowi około szóstej wieczorem. Kilkanaście minut wcześniej świeci nikłym blaskiem, a zaraz potem, nagle, czerwona kula zawisa nad horyzontem, by z każdą minutą zanurzać się w toni oceanu. Takie przynajmniej odnosi się wrażenie.
Smagła cera, europejski strój
Ludzie siedzą na tarasach kawiarni wzdłuż wybrzeża, popijają kawę lub zimne piwo i patrzą. A kiedy słońce zniknie już na dobre, szybko zapada ciemność. Kilkukilometrową promenadę rozświetlają wtedy uliczne latarnie. Turyści, a i miejscowi, spacerują do późnych godzin, wiodąc niekończące się dysputy.
W tłumie przechodniów przeważają mężczyźni - smagli, ogorzali od afrykańskiego słońca, ubrani nowocześnie, po europejsku. W przeciwieństwie do marokańskich kobiet, okutanych od stóp do głowy. Nawet kwef przesłania uśmiech ust. Jedynie spod szczelnej zasłony na twarz spoglądają migdałowe oczy.
Maroko od dawna w porze zimowej upodobali sobie Niemcy. Na każdym kroku słyszy się niemiecką mowę. Nawet wiele restauracji reklamuje swoją kuchnię jako wyspecjalizowaną w przyrządzaniu potraw dla naszych zachodnich sąsiadów. Marokańczycy zaczepiają turystów zadając w pierwszej kolejności pytanie: Sprechen Sie Deutsch? Sami zaś wolą posługiwać się francuskim. Zresztą nic dziwnego. Tego języka naucza się w szkołach, nawet jeden z kanałów Telewizji Marokańskiej nadaje programy po francusku.
Masaż dla cudzoziemca
Rankiem, po obfitym śniadaniu w hotelowej restauracji "Transatlantique", ruszam na plażę. Wzdłuż wybrzeża ciągnie się szeroka łacha piachu. Ocean do południa jest w miarę spokojny. Temperatura powietrza wynosi 26-27 st. Celsjusza. Ale nad wodą, dzięki orzeźwiającej bryzie, nie odczuwa się upału.
Około południa wzmaga się silniejszy wiatr, następuje przypływ i spora część plaży zostaje podtopiona. Naturalnie woda natychmiast się cofa, jednak za chwilę następuje kolejne, wodne uderzenie.
Próbuję uciec od wzmagającego się wiatru. Idę plażą, brnąc po kostki w wodzie, w stronę wydm, które tworzą spore wzniesienie, pełne zagłębień. Tu można skryć się przed wiatrem, spokojnie zażywać kąpieli słonecznych.
Czy naprawdę spokojnie? Ledwie zdążyłem rozlokować się w zacisznym miejscu, a natychmiast pojawił się Rashid, młody Marokańczyk. Pokazuje dokument tożsamości, z którego wynika, że skończył 23 lata i jest z zawodu hotelarzem. Bez zbędnych ceregieli proponuje... masaż relaksacyjny. W ręku trzyma flaszkę z oliwką. Taką specjalną, jak mówi, niezbędną do wykonywania masażu. Gdy rezygnuję z propozycji, widzę rozgoryczenie w jego oczach.
Ledwie odszedł, a zjawił się następny o imieniu Mahomed. I też z podobną propozycję masażu. Pokazuje zdjęcia swojej rodziny. Mówi, że ma czterech braci i pięć sióstr. I że on właśnie, wykonując masaże, zarabia na życie.
Każdy zarobek dobry
Jeszcze inni, równie młodzi marokańscy chłopcy biegają po wydmach z niedużymi plastikowymi wiaderkami, wypełnionymi napojami. Ale okazuje się, że sprzedaż napojów (albo owoców) to tylko przykrywka, sposób na nawiązanie kontaktu z obcokrajowcami. Bo w gruncie rzeczy... też oferują masaż. Nawet masaż erotyczny. Albo seks. Po prostu. Prostytucja młodocianych chłopców w Maroku stała się codziennością. Bo każdy sposób zarobkowania jest dobry.









~Rozyna
Mnie tez smiesza te artykuly pisane na predce i opisujace tylko to co sie przez pare godzin albo ...
~Turysta.
Byłem w Maroku. Pan Janusz chyba specjalnie szukał towarzystwa młodych chłopców - widac lubi taki...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »