Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Taniec z bogami na rajskiej wyspie Bali

Wśród ponad 17 tysięcy indonezyjskich wysp jedna jest zupełnie wyjątkowa. To Bali, zwana wyspą bogów i demonów, na której każdy (dosłownie) mieszkaniec jest artystą. Ubud, dawna stolica królów, zachwyca misternymi rzeźbami i oszałamiającą przyrodą.

Ubud to przede wszystkim zapierająca dech w piersiach natura.
Ubud to przede wszystkim zapierająca dech w piersiach natura. /© Panthermedia

Warto przyjechać tu, by zobaczyć jej skarby za dnia i widowiskowe tańce wieczorem. Albo teatr cieni, gdzie skryty za zasłoną aktor porusza płaskimi marionetkami przedstawiając seny z życia bogów i śmiertelników.

Na początek pobytu w Ubud warto wybrać się na targ. Bynajmniej jednak nie na zakupy! Targ bowiem wygląda niczym wielka galeria sztuki pod gołym niebem. Na dziesiątkach straganów i sklepików widać niezliczone rzeźby, tkaniny i maski. Jedne przypominają ludową sztukę naiwną, inne są wykonane z taką precyzją, jakby artysta postanowił stworzyć dzieło swego życia.

By zobaczyć jak powstają te cuda, najlepiej udać się do jednego z okolicznych warsztatów, gdzie pochyleni nad kawałkami drewna rzeźbiarze misternie wyczarowują dłutami baśniowy świat piękna. Najczęstszym motywem są bogowie - ich obecność w życiu Balijczyków jest tak wielka, iż praktycznie każdy dorosły jedną trzecią swego życia poświęca na zaspokojenie ich potrzeb. A są one najróżniejsze: od ofiary, którą codziennie należy złożyć na domowym ołtarzyku (znajdziemy je także w hotelach i restauracjach) aż po ogromne procesje, podczas których kobiety na głowach niosą do świątyń kosze z misternie ułożonymi owocami i dekoracjami będącymi istnymi dziełami sztuki.

Wyspa pełna jest misternie wykonywanych rzeźb czczonych bóstw. Świat i Ludzie

Potrzebę wszechobecnego zdobienia widać na każdym roku. Oto w Ubud jest Małpi Las - święty kawałek dżungli zamieszkałej przez stada makaków. I wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła, by dostrzec schowane pośród zieleni omszałe posągi małp i wielkich jaszczurów - waranów. Nawet most zawieszony nad rzeką zdobią spływające po poręczy kamienne węże. Skoro zatem śmiertelnicy tak umiłowali sztukę, nie dziwi, iż kochają ją też bogowie. To właśnie dla uciechy duchów powstały nieprawdopodobnie różnorodne i misterne balijskie tańce. Odgrywane po to, by sprawić bogom przyjemność. Choć, trzeba przyznać, ostatnimi czasy na potrzeby turystów wprowadzono bilety wstępu.

Do najbardziej widowiskowych należy Taniec Baronga, w którym dobry smok Barong walczy ze złą Śmiercią - Rangdą. Pomaga mu w tym małpa, król i dworzanie, zaś za przeciwników ma osobników wypisz, wymaluj przypominających... piratów! Na szczęście wszystko kończy się zwycięstwem dobra nad złem, choć jest to zwycięstwo pozorne, jako że zgodnie z balijskimi wierzeniami to właśnie owa walka utrzymuje świat w równowadze.



By zobaczyć złe demony na własne oczy, trzeba wybrać się do położonego nieopodal Ubud pałacu w Klungklung. Przed jedną ze świątyń widać postacie w... cylindrach. Po chwili zagadka ich pochodzenia się wyjaśnia... W czasach kolonialnych wyspą władali Holendrzy, zaś w 1908 roku doszło do masakry miejscowej ludności przez europejskich żołnierzy. Nic więc dziwnego, że biały człowiek w meloniku stał się tu synonimem diabła...

O ile Taniec Baronga odgrywany jest za dnia, o tyle Kecak Dance wymaga nocy. Trzeba przyznać, iż robi on niezwykłe wrażenie: wokół wielkiego świecznika siada stu mężczyzn w jednakowych sarongach (spódniczkach)w biało-czarną kratkę i wyrzucając ręce do góry śpiewa w transie: "kecak, kecak, kecak!" Na zakończenie zaś zwykle odgrywany jest Taniec Ognia: pomiędzy płonące skorupy kokosów wbiega tancerz i bosymi stopami rozgarnia żar.

On także jest wprowadzany w trans i po zakończeniu pokazu jeszcze dłuższą chwilę siedzi nieruchomo, jakby powracając z dalekiej duchowej podróży. Będąc w Ubud koniecznie trzeba też wybrać się na teatr cieni: tylko tutaj zobaczyć można prawdziwych mistrzów, którzy mając przed sobą lampę z migotliwym płomieniem wyczarowują na ekranie historie herosów, bogów i demonów. Aby zaś turyści przybyli na spektakl się nie nudzili, od czasu do czasu bogowie mówią do siebie: "Okay" i "No problem". Jak widać angielski dotarł na krańce świata, a nawet w boskie zaświaty!

Anna Olej-Kobus

Świat i Ludzie 02/2012

źródło informacji: Świat i Ludzie

Więcej o:
taniec,
Bali,
wakacje,
urlop,
Tajlandia,
egzotyka

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: 14/22 °C ciśnienie: 1010 hPa, rośnie

  • JUTRO 15/23 °C
  • POJUTRZE 14/22 °C
  • więcej »


Informacje dodatkowe