
Jeździć na nartach tutaj to jak przybić jachtem do nabrzeża w Saint-Tropez - może i fajniej jest zawinąć na Barbados, ale to o cumowaniu na Riwierze wspominamy mimochodem na przyjęciu. Snobizm? Tak, ale szlachetnie spatynowany.
St. Moritz w szwajcarskim regionie Engadyny to pierwszy ośrodek narciarski na świecie! Gdy u nas dogorywało powstanie styczniowe, właściciel (stojącego do dziś) hotelu Kulm, niejaki Johannes Badrutt z St. Moritz, uznał, że zarobi więcej, jeśli przekona angielskich letników, by spędzili u niego także zimę.
Obiecał im ponoć zwrot pieniędzy, jeśli nie będą zadowoleni. Byli. Zostali do Wielkanocy. W ciągu kilku następnych lat rzutki hotelarz wybudował tor bobslejowy i boisko do curlingu - oba, rzecz jasna, dla amatorów - tworząc w ten sposób ideę "wakacji zimowych" i takichż sportów.
Kurort-niekurort
Wielkie góry, wielka historia i wielki świat ułożyły się tu w bardzo interesującą kombinację - od XIX wieku do St. Moritz zjeżdża na "sezon zimowy" towarzyska śmietanka Europy (tych samych ludzi spotyka się latem na Riwierze, nie wpadają tu raczej bywalcy Marienbadu czy - nie daj Bóg - Truskawca). Miasteczko staje się tak popularne, że w 1883 roku Caspar
Badrutt, syn przedsiębiorczego Johannesa, kupuje niewielki hotelik Beau Rivage i w ciągu dziesięciolecia zmienia go w ogromny, modny i do dziś kultowy Badrutt's Palace - wizytówkę St. Moritz. To tu, w hotelu, dwadzieścia kilka lat później powstanie pierwszy w Europie kryty kort tenisowy...
W mieście bywa się już wtedy, bo "się bywa", nie zawracając sobie głowy hipokryzją "kurortów", czyli miejsc, do których jeździła elegancka Europa w poszukiwaniu rozrywek pod pretekstem udawania się "do wód". "Wód" tu zresztą nie ma (nawet gorące baseny pod gołym niebem nie są zbudowane na źródłach termalnych, mają po prostu podgrzewaną wodę),
wyjąwszy leżące w centrum miasta jezioro, które co zima przykładnie zamarza. Od 1907 roku na zamarzniętym jeziorze odbywają się słynne wyścigi konne i budzące emocje publiczności mecze polo. W tym czasie Engadyna staje się też ulubionym kierunkiem alpinistów, uwiecznionym w słynnym Białym piekle Piz Palü Georga Wilhelma Pabsta - filmie z 1929 roku z Leni Riefenstahl w roli żony alpinisty. Piz Palü i inne szczyty masywu Berniny (pozdobywane w latach 50. i 60. XIX wieku przez Anglików) są z miasteczka doskonale widoczne - część z nich nadal jest dostępna jedynie dla alpinistów, na inne narciarzy wwożą wyciągi.
Państwo narciarstwo
Pierwsza szkółka narciarska powstaje tu w 1929 roku, pierwszy wyciąg - w połowie lat 30. XX w. I zaczyna się wyścig z włoską Cortiną d'Ampezzo. Oba ośrodki goszczą najlepsze towarzystwo - królów, książąt, elitę finansową Europy. A narciarstwo, po ustanowieniu zimowych igrzysk olimpijskich (w St. Moritz odbyły się dwukrotnie), staje się towarzyską obsesją Europy i Ameryki. Wyciągi i tereny narciarskie powstają w całej Engadynie, stali goście hotelu Badrutt's Palace zakładają elitarny Corviglia Ski Club, końcowa stacja kolejki linowej na szczyt Diavolezzy staje się nieformalną promenadą, gdzie trzeba się pokazać - pokazać strój, partnera, a czasem i umiejętności jazdy na nartach. Miasteczko zmienia się w ośrodek narciarski, w którym tyle samo interesujących rzeczy dzieje się na górze, ile na dole.
Tak jest do dziś - długie, zróżnicowane i zazwyczaj bardzo słoneczne trasy są prawdopodobnie najlepiej przygotowane w Europie, ale fenomen St. Moritz polega na tym, że można się tu doskonale bawić, robić codziennie co innego i ani razu nie wyjechać w górę.
Tak było zawsze, tak jest i dziś. Można (trzeba) robić tu rzeczy, o które gdzie indziej trudno. Przykład? Nadal każdy może zjechać sobie bobslejem. Nie jest to przyjemność tania - kosztuje około 250 franków za zaledwie 75 sekund jazdy. A jednak w piątej sekundzie modlimy się, żeby ten koszmar już się skończył. Jazda w lodowej rynnie z prędkością 130 km na godzinę to przeżycie ekstremalne. Znacznie bardziej niż zimowa przejażdżka konna po okolicy - sport tutaj tradycyjny i wyjątkowo... właściwy.
Znaki ostrzegające przed koniem i jeźdźcem stoją w całym mieście. Dlatego też pewnie długie i lśniące rolls-royce'y jeżdżą po St. Moritz niezwykle wolno. A jeżdżą stale. Tyle że już nie tak często jak kiedyś kończą pod Badrutt's Palace. Dziś w modzie jest Kronenhof czy Kempinski - oba XIX-wieczne, oba przebudowane już w XXI wieku, proponujące zupełnie niebywały poziom luksusu. Podobnie zresztą jak sklepy w miasteczku. Raczej nie można tu liczyć na sklepiki z miejscowymi specjałami. Rue de Rivoli, Via Condotti - to właściwe punkty odniesienia. Publiczność odwiedzająca butiki wielkich światowych marek wygląda... odpowiednio (wyjąwszy może pewną kategorię Rosjan) i tak też jest traktowana. Nic dziwnego, zdarza się, że w drzwiach mijamy się z członkiem brytyjskiej rodziny królewskiej, gwiazdą Hollywood lub chociaż z którymś z ich ochroniarzy.
Rozpowszechniony w miejscowych sklepach zwyczaj częstowania klientów szampanem przeniósł się także na niektóre wypożyczalnie sprzętu sportowego, tworząc zjawisko, którego trudno doświadczyć gdzie indziej (subiekt przed własnoręcznym nakładaniem nam buta do snowboardu podaje kieliszek kruga).
Bywają jednak w St. Moritz rozrywki zupełnie egalitarne, choć ze względuna tradycję nobliwe - należy do nich curling, czyli popychanie po lodzie marmurowego kamienia i groteskowe zamiatanie lodu przed tymże. To sport drużynowy - zabawny ogromnie, ale mający sens jedynie w grupie. Chodzi z grubsza o to, by precyzyjnie umieścić kamień po drugiej stronie boiska - szczotkarze mają rozgrzać lód, by zminimalizować tarcie. Curling jest zabawą perwersyjną (mistrzowie potrafią ocenić na visus charakter lodu i przewidzieć, jaką drogą popłynie po nim kamień) i smakuje dopiero za dziesiątym czy dwudziestym razem.
Najlepsza wiadomość na koniec - pobyt w kultowym kurorcie jest coraz tańszy, a wyciągi w St. Moritz dostępne - także dla Polaków (najtańszy pakiet z przelotem i skipassem, który udało nam się znaleźć, kosztuje ok. 3000 zł za siedem dni). Można lecieć do włoskiego Bergamo i malowniczo przejechać Alpy albo przylecieć do Zurychu i skorzystać z któregoś z legendarnych górskich połączeń kolejowych.
ŁUKASZ MODELSKI














~Acha29
piękny kraj, do którego nie raz chciałby się pojechać ale niestety w Polsce nie zarabia się kokos...
~:)
~voyager
przepiękna okolica, żyć nie umierać...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »