Przejd� do g��wnej cz�ci strony

Samoloty

Click here for calendarClick here for calendar

Liczba osób
przelot w obie strony

Opcje dodatkowe

Map 24

Nowość

Poszukaj planu miasta

Zaplanuj podróż na wakacje

Autokary

Nowość


Logowanie do biletu

Na Placu Rewolucji hula wiatr

Miała być socjalistycznym rajem pod samym nosem imperialistycznej Ameryki. Eksperyment trwa, choć jego wynik jest już raczej przesądzony. Kapitalizm na plażach Varadero i w luksusowych hotelach coraz śmielej rywalizuje z ustrojem przymusowej sprawiedliwości społecznej. Lada dzień na ulicach Hawany może zacząć się kontrrewolucja.

Stara Hawana - takie miejsca za kilka lat mogą zniknąć z mapy miasta
Stara Hawana - takie miejsca za kilka lat mogą zniknąć z mapy miasta /© Panthermedia

Pojawiał się za każdym razem, gdy zaczynaliśmy rozmawiać po angielsku z innymi gośćmi. To był wciąż ten sam szary, niepozorny człowieczek, który z nieśmiałym uśmiechem udawał, że pracuje. Raz zamiatał liście wokół basenu, przeciskając się pociesznie pomiędzy rzędami leżaków. Kiedy indziej z uwagą wpatrywał się w zalany piwem blat baru. Ze szmatą w ręku zastygał na długie minuty, strzygąc uszami i łowiąc strzępy naszych rozmów. Agent służb specjalnych? Wyglądał na kogoś, dla kogo praca jest pasją, ale budził raczej litość niż strach.

Nasz anioł stróż wyróżniał się na tle swoich rodaków zaangażowaniem. Dla turysty z wiecznie zaganianej Europy wyjazd na Perłę Karaibów to niezwykłe doświadczenie, bo większość miejscowych sprzedawców, kelnerów, a nawet urzędników zachowuje się tak, jakby byli bardziej na urlopie niż my.

Kuba od świtu do zmroku to kraj, który zastygł w oceanie czasu. Hawana, niegdyś gwarna i bajecznie bogata stolica hiszpańskich Indii Zachodnich, dziś wygląda jak metropolia duchów. Z kamienic przy nadmorskich bulwarach łuszczy się farba. Straszą dziury w murach po oberwanych balkonach.

Z fascynacją wpatruję się w jeden z ocalałych maleńkich tarasów. Chyba tylko cudem trzyma się ściany pamiętającej dobrze przedrewolucyjne czasy dyktatury Fulgencio Batisty, a może i nawet okres walk o niepodległość od Hiszpanii z przełomu XIX i XX wieku, gdy na czele zbuntowanych Kubańczyków stał legendarny José Marti.

Na tarasie siedzi leciwa matrona i chłodzi się za pomocą czarnego koronkowego wachlarza. Obok zastygł nieruchomo jej mąż, słucha płynącej z radia skocznej melodii, nie zwracając najmniejszej uwagi na wiszącą na jednym zawiasie drewnianą okiennicę. Wystarczyłoby wstać, wziąć jakieś narzędzia i w pięć minut wszystko byłoby naprawione. Ale nikt tu nie ruszy nawet palcem. Wybitych szyb się nie wstawia, nie usuwa się liszajów z murów.

Odkąd w 1959 roku władzę przejął Fidel Castro i znacjonalizował hawańskie kamienice, o nic już nie opłaca się dbać. Ludzie na ulicy uśmiechają się miło, ale w oczach nie mają tej drapieżności charakteryzującej mieszkańców tropiku. Tak jakby już niczego nie oczekiwali od życia.

Przez otwarte okna zaglądam do domów. Wszędzie tak samo: kanapa, dwa krzesła, stół, przy którym nieruchome postaci sączą kawę, i zawsze włączony telewizor. Nawet miejscowi podrywacze okupujący nadmorski bulwar El Malecón zaczepiają blondwłose turystki jakoś bez wiary w sukces.

Hawański Kapitol wybudowano w 1929 roku i tak jak jego pierwowzór w Waszyngtonie służył początkowo jako siedziba Izby Reprezentantów i Senatu
Pani

Na placu Rewolucji hula gorący wiatr. Pod portretem Che Guevary z wygiętych neonówek zajmującym całą ścianę na skraju rynku el comandante Fidel Castro porywał tłumy swoimi słynnymi siedmiogodzinnymi przemówieniami. Próbuję sobie to wyobrazić, ale widzę tylko pustą przestrzeń pokrytą spękanymi betonowymi płytami. Brodaty Fidel nie przemawia już publicznie od kilku lat. Umiera na raka w hawańskim szpitalu Hermanos Ameijeiras. A wraz ze swoim przywódcą odchodzi w przeszłość komunistyczna Kuba.

Wąskie uliczki starego miasta, atrakcja turystyczna wpisana na listę zabytków UNESCO, pachną słoną wilgocią. Nieremontowane od pół wieku mury chylą się ku upadkowi. Gdyby nie siatki otulające fasady domów na głowy przechodniów sypałby się tynk. Przed zabitymi deskami witrynami sklepów spożywczych widać milczące kolejki. Za miejscową walutę i kartki żywnościowe Kubańczycy mogą kupić tylko ryż i czarną fasolę. Stoją po te "luksusy" w długich kolejkach. Aż trudno uwierzyć, że w latach 20. i 30. XX wieku Hawana była jednym z najbardziej rozrywkowych miast zachodniej półkuli.

Plaża Varadero
Pani

W setkach nocnych klubów i kabaretów tętniło życie. Amerykanie uciekali na Kubę, by pić zabronione na kontynencie drinki (w USA była prohibicja) i palić uznawane za najlepsze na świecie cygara. Hawańskie bary rozsławili Ernest Hemingway i Scott Fitzgerald. Jednak dziś, gdy wstępuję do jednego z ocalałych pubów, rum z coca-colą (cuba libre) wygląda i smakuje jak brudna woda.

Tuż obok jest sklep dla turystów. Za niedostępne dla zwykłych Kubańczyków bony przypominające nasze polskie peweksowskie "dolary" z PRL-u można kupić właściwie wszystko - jedzenie, papierosy, alkohol, kosmetyki. Przed sklepem kilku Kubańczyków poluje na wchodzących do środka turystów. Proszą, by kupić im mleko w proszku dla niemowląt. Nieopodal ustawiła swoje kramiki "prywatna inicjatywa". Sprzedają "nieśmiertelne" koszulki z portretem Che Guevary, berety i sprytnie powyginane puszki po coca-coli, z których lokalny artysta wyczarował modele cadillaców i buicków z lat 50.

Stare amerykańskie samochody stały się symbolem wyspy Pani
Stare amerykańskie samochody, głównie dzięki filmowi "Buena Vista Social Club" Wima Wendersa, stały się symbolem miasta. Ale coraz częściej zamiast jeździć, rdzewieją na poboczach i chodnikach.

Wracam wieczorem do hotelu. Agent bezpieki zamiata ze stołu nieistniejące okruszki, wsłuchując się w swobodne rozmowy roześmianych Kanadyjczyków. Dyskretnie podchodzi do mnie młody kelner i szeptem pyta, czy chcę wieczorem wybrać się do prywatnego klubu. Prywatnego klubu? W komunistycznym skansenie? A jednak!

Mały busik wiezie nas w ciepłą, karaibską noc. Przed zatopioną w zieleni willą rosły ochroniarz wyciąga rękę po dziesięć dolarów za wstęp. Nad brzegiem basenu przy gorących latynoskich rytmach bawi się ponad czterysta osób. Turyści i miejscowe piękności.

W prowizorycznych barach alkohol leje się strumieniami. Amerykańskie dolary - waluta, której posiadanie jest oficjalnie zakazane, tu przechodzą z rąk do rąk jak w czasach Hemingwaya. Stoję z boku, obserwując popisy tancerzy. Po salsie brzmi ogłuszający rock-'n'roll. Wsłuchuję się w ostre brzmienie i mam wrażenie, że ostatnia komunistyczna dyktatura w zachodnim świecie trzęsie się w posadach.

Sergiusz Pinkwart

Współpraca Katarzyna Olkowicz

źródło informacji: Pani

Warto zobaczyć


Skomentuj artykuł:

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.