
Czerwony jest kominek i czerwona kuchnia. Salon w tym kolorze, łazienkę, sypialnię, mur otaczający dom. Gdzie nie spojrzeć, w ostrym amazońskim słońcu razi jaskrawa czerwień. Wszystko przez miłość do czerwonego byka Garantido, któremu Mariângela poświęciła całe życie.
W Parintins, niewielkim i na co dzień spokojnym miasteczku nad Amazonką, gdzie mieszka Faria, bzika na punkcie byczego karnawału mają dosłownie wszyscy.
W przededniu trzydobowego święta Amazonka wypełnia się napływającymi do Parintins zewsząd statkami, a przylatujące tu samoloty pękają w szwach. Tutejszy karnawał polega na występach i współzawodnictwie wielotysięcznych zespołów wspierających byki: Garantido i Caprichoso. Obie strony miesiącami przygotowując się do karnawału usiłują w jego trakcie jak najciekawiej przedstawić starą legendę o wskrzeszonym przez szamana byku. Równolegle opowiadane są mity i baśnie związane z Amazonią. Kiedy na scenie pojawia się kilkusetosobowa, barwnie ubrana orkiestra, trzydziestotysięczna publiczność na specjalnie wybudowanym na karnawał obiekcie i o wiele większa oglądająca spektakl na telebimach i w telewizji wpada w trudno wyobrażalną euforię. Wraz z pieśniarzami, superpięknymi i skromnie przyodzianymi modelkami, przed widownią występują główni bohaterowie: Indianie, Kabokle i amazońskie zwierzęta. Przybywają gigantyczne postaci, nad stadionem przelatują monstrualne ptaki, a w paszczach potworów ukazują się piękne tancerki. Nie milknie przy tym radosna muzyka. Wreszcie dochodzi do finalnego rytuału, walki dobra ze złem, do której wkracza pajé - szaman, który uwalnia ludzi, ratuje lasy, przynosi zbawienie Amazonii.
Odrębny spektakl urządzają na trybunach widzowie. W zależności od sympatii do byka Caprichoso lub Garantido, niebiescy po jednej, czerwoni po drugiej stronie. Sterowani przez specjalnych dyrygentów zgodnie wykonują gesty, demonstrują kolorowe płachty lub świecidełka, klaszczą, kołyszą się, malując na trybunach przepiękne, gigantyczne obrazy.
Amazończycy to urodzeni aktorzy. W czasie spektaklu czerwonego byka na ich trybunie panuje prawdziwa euforia. W tym czasie po drugiej stronie ubrana na niebiesko widownia teatralnie ziewa z nudów, przeciąga się lub w ogóle wychodzi, by napić się w tym czasie piwa. Po trzech godzinach podczas występu niebieskich role się odwracają. Najważniejsza zasada: jedni nie mogą użyć w swym spektaklu koloru drugich. Spektakle trwają przez trzy weekendowe noce, po których jury ogłasza zwycięzcę, paradującego w nagrodę po mieście.
Amazońska zabawa z bykiem wzięła się z legendy o pracowniku pewnej fazendy, który na życzenie swej kapryśnej żony pragnącej skosztować wołowego języka, zgładził najpiękniejszego byka swojego pana. Wściekły gospodarz chciał chłopa zabić, a życie uratować mu mogło jedynie wskrzeszenie zwierza. Cudu dokonał miejscowy szaman, a byk wrócił na farmę i stał się obiektem kultu, który z czasem rozprzestrzenił się na całej północy kraju. W Amazonii zyskuje on popularność pod nazwą boi-bumbá. Informacje o tym, jak trafił do Parintins znajduję w domu uroczej pani Monteverde, córki nieżyjącego już twórcy byka Garantido.
- Tu żył mój ojciec, tu tworzyła się historia amazońskiego karnawału - mówi zamiatając wejście do swojego domu. Lindolfo Monteverde, syn rybaka i byłego niewolnika, pamiętał z dzieciństwa obyczaj czczenia byka, więc kiedy zapadł na malarię, obiecał Świętemu Janowi Chrzcicielowi, że jeśli wyciągnie go z opresji, wskrzesi zapomnianą już nieco tradycję fetowania cudownego zwierzęcia i do końca swojego życia będzie urządzał zabawy i tańce z bykiem dla mieszkańców miasta. Nie wiadomo czy rzeczywiście święty zadziałał, ale Lindolfo wyzdrowiał i dotrzymał obietnicy. A że urządzanie tych świąt było przez Monteverde zagwarantowane, po portugalsku: garantido, karnawałowy byk otrzymał właśnie takie imię. Jego symbolem stało się serce i kolor czerwony.
O tym, skąd się wziął rywalizujący z nim byk niebieski, opowiada druga historia. Miłosna. W żonie Monteverde zakochał się bowiem miejscowy poeta Emídio Vieira, a bojąc się wyrazić swoje uczucie wprost, wymyślił konkurencyjnego byka i każdego roku za wszelką cenę starał się, aby był piękniejszy od Garantido, czym chciał zaimponować kobiecie. Na pamiątkę rywalizacji nazwano go Caprichoso, czyli kapryśny. Szaleństwo rywalizacji pomiędzy Monteverde a Vieirą ogarnęło całe miasteczko, a potem Amazonię. Jedni kibicowali Garantido, drudzy woleli Caprichoso, dzieląc się na czerwonych i niebieskich, na te kolory malując swoje domy, zdobiąc je flagami i malowidłami, z zapałem uczestnicząc w przygotowaniach do karnawału po stronie swojego byka.
Do Parintins nie prowadzi żadna droga. Przybyć tu można jedynie samolotem albo statkiem. Gdy jedzie się z lotniska przez dzielnicę Baixa do Sao José, przyjezdnych zaskakuje niespotykana ilość czerwonych budynków, w okolicach portu i centrum z kolei aż roi się od domów przystrojonych na niebiesko. Uwielbienie do poszczególnych byków interpretować można jednak nie tylko geograficznie, ale też klasowo. Choć nie ma na to reguły, zwolennikami Garantido są zazwyczaj ubożsi mieszkańcy miasta, Caprichoso elity.
- Byk Caprichoso to sens mojego życia i jedyna rzecz wywołująca niezgodę pomiędzy mną a moją żoną, która jest wielbicielką Garantido - opowiada zupełnie poważnie Henrique Moniz z Manaus, skąd każdego roku na karnawał do Parintins płynie ponad jedną dobę Amazonką. Inny wielbiciel byka Sandro Putnoki, prawnik z oddalonego o tysiące kilometrów Sao Paulo, specjalnie wybudował w Parintins dom, by każdego roku przyjeżdżać na karnawał.
Emocje związane z rywalizacją wykroczyły już poza granice Amazonii. Występy na żywo każdego dnia transmituje brazylijska telewizja, a na "Bykodrom" ściągają turyści z całego świata. Sponsorująca karnawał Coca-Cola pozwoliła nawet, by jej logo w Parintins było nie tylko czerwone, jak na całym świecie, ale także niebieskie. Najważniejsi artyści z Parintins są zapraszani do współorganizowania karnawału w Rio de Janeiro, a podczas parad na ulicach tego miasta coraz częściej pojawiają się motywy z amazońskich spektakli. Szaleństwo czerwonego i niebieskiego koloru przekracza wszelkie granice. No bo na przykład, dlaczego Mariângela Faria nigdy nie nalała wody do swojego pięknego czerwonego basenu?
- Bo woda w basenie byłaby niebieska - mówi. A przecież jedyną rzeczą w tym kolorze, która przekroczyć może próg jej domu, są polskie oczy.
Mirosław Wlekły












Twój komentarz może być pierwszy!