Przejd� do g��wnej cz�ci strony

Samoloty

Click here for calendarClick here for calendar

Liczba osób
przelot w obie strony

Opcje dodatkowe

Map 24

Nowość

Poszukaj planu miasta

Zaplanuj podróż na wakacje

Autokary

Nowość


Logowanie do biletu

Magiczny przedsionek Afryki

Maroko kusi legendą romantycznej Casablanki, która od lat jest mekką dla zakochanych par, tych przed, i po ślubie. Z miasta miłości ruszają w labirynt starych medin, na bezdroża Sahary, szczyty Atlasu czy do mauretańskich pałaców.

Magiczny przedsionek Afryki
Getty Images/Flash Press Media

Do Maroka, najbardziej na zachód wysuniętego kraju muzułmańskiego, turyści przyjeżdżają po bezpieczną egzotykę. A co odnajdują? Niezwykłą mieszankę kultury arabskiej, berberyjskiej, europejskiej i beduińskiej. Mauretańskie pałace i meczety, szerokie bulwary kosmopolitycznej Casablanki oraz wąskie ulice medin, górskie wioski Berberów, piaski Sahary i piaszczystych plaż Agadiru, a także islam w wersji "luźnej" (jak mawiają sami Marokańczycy), dalekiej od fanatyzmu.

Cukier na szczęście

Bo w Maroku Wschód przechodzi łagodnie w Zachód, a średniowiecze stapia się ze współczesnością. Dlatego, choć w wielkich miastach zamiast barwnych, berberyjskich strojów i dżellabij, nosi się dżinsy, garsonki i krótkie spódnice, a ciemne okulary zastępują kwef, to wciąż wierzy się tu w magię, demony i barakę, boską opiekę. Dawniej barakę przekazywali czarownicy i pogańscy kapłani, a dzisiaj marabuci głoszący Koran, święci mędrcy i pustelnicy. Ciągle żywe są też liczne przesądy. Jeśli na początku wycieczki ktoś przywita nas podawaną z wielkim ceremoniałem, słodką, jak ulepek, miętową herbatą, znak to, że podróż będzie udana. Marokańczycy uważają bowiem cukier za symbol szczęścia i dobrobytu. Przyjaciół i miłych gości obdarowują też słodyczami, których (podobnie jak herbaty) nie należy odmawiać.

Trasa turystyczna Maroka wiedzie przez cztery cesarskie miasta: czerwony Marrakesz, biały Rabat, niebieski od majolikowych mozaik Fez oraz zielony od dachówek pałaców Meknes. Nie może też ominąć bajecznych plaż Agadiru i francuskiej Casablanki, choć o podróży śladami Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman można raczej zapomnieć, bo melodramat kręcony był niemal w całości w studiach Hollywoodu. Nie zabraknie jednak innych filmowych plenerów: nakręcono tu Lawrence'a z Arabii, Jezusa z Nazaretu czy Gandhiego.

Srebro Berberów

W Marrakeszu czuć suchy oddech pustyni. Stąd widać ośnieżone szczyty Atlasu z jedyną afrykańską stacją narciarską i najwyższym szczytem Toubkal (4157 m n.p.m.). Otoczone gajem palmowym miejskie mury w kolorze ohry kryją labirynt ulic starej mediny z gigantycznym sukiem (bazar) oraz najsłynniejszym placem Afryki Jemaa el Fna (Plac Straceńców). Podobno jeszcze w XIX wieku na placu były wystawiane głowy straconych przestępców. Dzisiaj we wszystkich kierunkach przelewa się ściśnięty, rozkrzyczany tłum. Ale uwaga, nie brakuje tu współczesnych, drobnych rzezimieszków, czyli kieszonkowców.

Placu strzeże Kutubija, minaret z XII w. Jak głosi legenda, przy jego wznoszeniu polała się krew, która wsiąkła w mury Marrakeszu - stąd ich barwa. Na pobliskim suku można kupić srebrny czajniczek, błyszczący jedwab, tradycyjny turban i dywanik do modlitw z wizerunkiem odległej o cały muzułmański świat, świętej Mekki. Ale także zioła, herbatę, daktyle, amulety oraz specyfiki na wszelkie dolegliwości. To tutaj zetkniemy się po raz pierwszy z nieznanym europejczykom prawem mówiącym, że "towar obejrzany uważa się za zakupiony". Nastręcza ono sporo problemów innowiercom nie nawykłym do wyjątkowej natarczywości sprzedawców. Mężczyzn ze szczególnym upodobaniem namawiają do nabycia tradycyjnej broni, a kobiety kuszą piękną, berberyjską biżuterią (srebrną, bo złoto przynosi nieszczęście). Według tutejszej tradycji panna młoda powinna dostać od swojego przyszłego męża bransolety ważące po pół kilograma i nosić je codziennie, by odstraszały złe duchy.

A z berberyjskimi duchami warto żyć w zgodzie. W końcu to władcy tej ziemi, zamieszkujący ją od czasów neolitycznych. Naukowcy nie są zgodni, co do pochodzenia dumnych i walecznych plemion. Przywędrowali z Kaukazu albo są potomkami Basków lub Celtów, o czym mogą świadczyć często spotykane wśród nich niebieskie oczy i jasne włosy. Nazywają siebie Imazighen, czyli ludźmi wolnymi i stanowią dziś połowę mieszkańców Maroka (pozostali to potomkowie Arabów).

Cesarskie miasta

Wizyta w najstarszym spośród cesarskich miast - Fezie to podróż w przeszłość nie tylko z powodu średniowiecznej zabudowy, ale i życia mieszkańców. Warto zgubić się pośród dziewięciu tysięcy uliczek, odkrywając kolejne meczety z ozdobionymi majoliką minaretami i okazałe pałace kryjące się za niepozornymi drzwiami, wybudowane za fortuny kupców jedwabnych. Wcześniej czy później trafimy też na garbarnie, z których słynie miasto. Wydobywający się z nich fetor ma, podobnie jak budowle, ponad tysiąc lat. Jak przed wiekami, w glinianych kadziach ugniata się stopami świeże skóry zwierząt.

Meknes także słynie z pięknych pałaców. Choć wyobraźnię turystów rozpalają głównie opowieści o ich krwawym budowniczym, Mulaj Ismailu, który osobiście zgładził ponoć 30 tysięcy ludzi. Trzeba mu jednak oddać sprawiedliwość, że spustoszenie to starał się zrekompensować spłodzonych dzieci - około 800.

Zupełnym przeciwieństwem jest największe marokańskie miasto - nowoczesna i europejska Casablanka. Szerokie bulwary z rzędem palm bardziej przypominają francuskie kurorty, niż dawną, afrykańską kasbę. Uwagę przybywających tu turystów przykuwa drugi co do wielkości obiekt sakralny na świecie - meczet Hassana II. Stojąc na falach Atlantyku, na granicy między lądem, a oceanem, wygląda niczym statek-widmo. Zachwycający i przytłaczający równocześnie.

Paul Bowls, który pośród marokańskich plenerów napisał powieść "Pod osłoną nieba" (doczekała się ekranizacji Bertolucciego), twierdził, że są na świecie miejsca posiadające więcej magii, niż inne. Zapewne Maroko musiało go wręcz zahipnotyzować, skoro spędził tu większość życia.

Magazyn Wesele/tekst: Katarzyna Sołtyk

INFORMACJE:

Kiedy jechać:

Do Maroka jeździ się przez cały rok. Najchłodniejsze są styczeń i luty, kiedy na północy jest dość wilgotno i wietrznie, a na pustyni noce są wręcz lodowate.

Dojazd:

Oczywiście samolotem, najlepiej do Casablanki lub Marrakeszu, na przykład przez Frankfurt, Mediolan, Madryt, czy Londyn - ceny od 1400 zł. No chyba, że ktoś znajdzie się w pobliskiej Hiszpanii: prom z Algeciras lub Ceuty do Tangeru płynie 35 minut i kosztuje 29 euro.

Waluta i dokumenty:

Na pobyt turystyczny do 90 dni wiza nie jest potrzebna. Na granicy możemy być poproszeni o udokumentowanie środków finansowych na pobyt (gotówka, karta kredytowa). Walutą marokańską jest dirham: 1 dirham to około 34 grosze.

Noclegi:

Wygodne i niedrogie są pensjonaty (maison d'hotes) i zajazdy (auberge), w których płaci się 40-200 dirhamów za nocleg.

źródło informacji: Magazyn Wesele

Warto zobaczyć


Skomentuj artykuł:

Wasze komentarze (25)

Dodaj komentarz

~BennoBunsch -

cudownie

Załączniki:

~BennoBunsch -

ale plaże mają idealne ....

Załączniki:

~riki -

Masakra,w Maroku jeste tak syf i smród w Casablance a w marakeszu tylko smród.Dziwie sie tym,ktorym smakuje ich kuchnia.To jakas paranoja.Bylismy tam motocyklami,wyprawa fajna ale kuchnia i smrod nie do zniesienia

~Es -

Tydzień temu wróciłam z Maroko...było przecudownie...szczególnie polecam Fez..bardzo klimatyczne miejsce...

~A. -

Wszyscy którzy tak zachwalają to chyba nigdzie indziej nie byli. Albo mają specyficzne wyczucie piękna. Z krajów arabskich o wiele ciekawsze miejsca ma Jordania, ładniejszy jest Oman. A poza tym to np. Malezja.... Czym sie tak zachwycacie? Odwiedziliście souk w Meknes np.? śliczne cukiereczki i ciasteczka, takie kolorowe, a za rogiem tej alejki tuż po skręceniu w prawo na ziemi leżą odcięte głowy kozłów i oślątek w kałużach krwi. Cuchnie niemiłosiernie. Na wielu inny soukach jest tak samo. OK, taka kultura, taki kraj, rozumiem wszystko - tylko nie uważam, że jest to cudowne. A poza tym to każde miasto prawie takie same - albo na styl europejski i zero egzotyki, a w każdym medina - czyli to samo. Uwierzcie, że na świecie są miejsca ciekawsze i piękniejsze!

~jolka -

Byłam,oczarował mnie ten egzotyczny kraj-polecam!Dziwia mnie niektóre opinie-ze smierdzi,brudno itp.jest to wyjatkowo czysty naród,fakt,że zyją na luzie i pozbywają sie śmieci tam,gdzie stoją.Byłam w domu-bajeczna czystość!A jak jest w Madrycie?-jedz tam,gdzie jest najwięcej smieci na podłodze-tam jest dobre jedzenie!To jest południe,inna kultura po prostu.śmierdzi Medyna? durnowate stwierdzenie!Czyściutki naród polski!niech każdy zobaczy np.pergolę we Wrocławiu po programie wodnym na fontannie!!to jest dopiero kultura europejska!Maroko wysiada!

~Roki -

Nie nalezy ubierac sie w krotkie spodnice i odkryte ramiona.Mieszkalam rok to wiem,nalezy szanowac tradycje

~Chrif -

Trzeba ten kraj poznac ze wszystkich stron i trzeba uswiadomic sobie ze Maroko lezy w Afryce.Ze kultura i obyczajowosc rozni sie od tej europejskiej.Nie sposob w dwa tygodnie poznac ten kraj.Mieszkalem i pracowalem w Maroku przez 17 lat, poznalem ten kraj ze wszystkich stron,zwiedzilem cale Maroko.Zostawilem tam duzo przyjaciol i znajomych,ktorych staram sie odwiedzac kazdego roku.Uwazam Maroko za druga moja ojczyzne. Polecam tez piekne osrodki i plaze nad morzem srodziemnym od Celty az po Nador.

~kaki -

rowniez polecam bylam trzy razy i nie siedzialam tylko w hotelu i na basenie ale poznalam prawdziwe zycie marokanczylow ,jedzenie pyszne ,gory wspaniale morze cudowne polecm

~A. -

Maroko jest mało egzotyczne, chyba że palmy na ulicach to już dla kogoś egzotyka. Śmierdzi - to fakt - jak to w krajach arabskich, chociaż tutaj akurat wolę smród egipski niz marokański. Antyatlas piękny. Reszta... dla mnie nic niezwykłego, a przejechałam cały ten kraj. Wszędzie to samo, miasto z mediną i bazarem... trochę nuda. Jeśli chodzi o same miasta to Kair bije je wszystkie na głowę, jest gorący, brudny, przepełniony... ale ma klimat. Marakesz gdyby nie jego medina - podobna do innych, a nawet może w Fes jest atrakcyjniejsza - nic w tym mieście nie ma. Chcecie prawdziwie arabskich klimatów? pojedźcie na bliski wschód, gdzie koran jest przestrzegany bardziej rygorystycznie, gdzie w sklepach ani na sukach nie sprzedają kobiety - bo wcale nie pracują, gdzie w markecie pan w kasie da wam wydruk z kasy fiskalnej arabski... a nie z filii francuskiego Auchan. W Rabacie w grudniu 2009 ruszy pierwszy tramwaj.... i gdzie tu autentyczność? Czy wiecie, że Maroko chciało kiedyś zostać członkiem Unii Europejskiej? Kraj jest na pewno inny... ani afrykański, ani arabski, ani europejski... tylko wszystko w jednym, a jak wiadomo jak cos jest do wszystkiego to jest do niczego. Nie odradzam, ale też nie polecam za mocno, jeśli ktoś szuka autentyczności, w Maroku - a szczególnie na północy kraju, na pewno jej nie znajdzie.