Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Fiesta na hiszpańskim wybrzeżu

Na wybrzeżu Costa Blanca każdy pretekst jest dobry, by urządzić wielodniową zabawę: początek wiosny i środek lata, rocznica wygranej w średniowieczu bitwy lub urodzaj pomidorów.

W Walencji zakończenie wiosennych porządków świętuje się tydzień.
W Walencji zakończenie wiosennych porządków świętuje się tydzień. /© Panthermedia

W Walencji zakończenie wiosennych porządków świętuje się tydzień. Wietrzeniu szaf towarzyszy pirotechniczna orgia.

Krok od placu okupowanego przez ruch oburzonych znajduje się sklep bławatny Álvaro Moliner. Też okupowany - przez klientki przebierające w jedwabiach. Choć ceny zaczynają się od 500 euro za metr, nikt nie jest oburzony. Tradycyjna espolina, suknia na fiestę Las Fallas, jest dla walencjanki bezcenna.

- Pani też taką ma? - pytam ekspedientkę rozwijającą belę materiału w cenie 3 tys. euro za metr. - Aż trzydzieści! - odpowiada z dumą sklepowa. Ja mam matematyczną zagadkę: ile jest warta jej garderoba, jeśli na suknię potrzeba kilkanaście metrów jedwabiu?

Nie mniejszy ruch jest w cukierni Casa Carmelo, gdzie wyprzedano zapas ziaren słonecznika, migdałów i pistacji. Nerwowe ich skubanie to znak, że walencjanie szykują się na mascletá, fajerwerki w sercu miasta. Od rana zajmują miejsca na placu ratuszowym, pokrywając go dywanem łupin. Weterani imprezy najlepiej czują się "pod sceną", gdzie pod stopami drży ziemia. Debiutanci wybiorą bezpieczne balkonowe tapas party z widokiem na kanonadę. Rzut oka na falujący tłum i wiem, że warto było zapłacić za miejsce na piętrze.

Punktualnie o czternastej Roberto Cabbalier, pirotechniczny mistrz ceremonii, odpala pierwszą racę. Podobno układa z wystrzałów kompozycję, podobno jest w tym rytm. To najgłośniejsze trzy minuty mojego życia. Dym zasnuwa przekąski. Po ostatnim wystrzale z dwustu tysięcy gardeł wydobywa się euforyczny ryk. Widzowie wrócą tu wieczorem na trwające do rana tańce. Każdy zaułek ma własny taneczny namiot, wodzireja i dress code. Jest samba, rumba, disco i... poncz.

Na la cremá, finalną ceremonię spalenia trzystu figur fallas, przybędzie milion wycieńczonych zabawą widzów. To właśnie fallas, monstrualne rzeźby z papier mâché, przypominają, że fiestę zapoczątkowały wiosenne porządki. W średniowieczu na ulicy palono stare meble i śmieci. Dziś w roli tych drugich występują wznoszone na skwerach i placach konstrukcje z papierowej pulpy, kosztujące setki tysięcy euro. Każda jest satyrą: na obyczaje lub politykę.

Styl rzeźb? Skrzyżowanie baroku i disneylandu. Pielęgniarki i lekarze z falla kpiącej z kryzysu w hiszpańskim NFZ płoną efektownie. Widok ucieszyłby niejednego polskiego pacjenta. Kiedy ogień strawi już wszystkie figury, czas na pożar kulminacyjny: pod ratuszem. O północy snopem iskier bucha falla "od burmistrza" - zawodnik walencjańskiej Formuły 1 w bolidzie. Ogień sięga piątego piętra. Dachy kamienic rozświetla purpurowa łuna. Na szczęście nad "ogniskiem" czuwają strażacy.

Może w morze?

- Tu wczoraj płonęła falla - José Vercher, przewodnik, wskazuje czysty jak łza plac Ayuntamiento. Przecieram oczy - po zgliszczach nie ma śladu. José, choć dumny ze sprawności walencjańskiego MPO, wolałby, żeby wizytówką miasta zamiast fiesty była architektura Santiaga Calatravy. Jego Ciudad de las Artes y de las Ciencias (Miasto Nauki i Sztuki) przypomina stację kosmiczną. Gmach opery tkwi pośrodku osuszonej rzeki Turii jak biały wieloryb.

Przygotowania do festiwalu Fallas.
East News

Ichtiologiczne inspiracje są widoczne w ościstym pasażu spacerowym, kręgowej strukturze Muzeum Nauki i wnętrzu opery. - Calatrava zaprojektował salę o wyjątkowej akustyce, upodobała ją sobie Aleksandra Kurzak - José mówi z uznaniem o naszej sopranistce. Czy usłyszę ją dziś? Tylko jeśli zarezerwowałam bilet pół roku wcześniej. Ciudad jest też miejscem na fiestę. Poznawczą. Podróż przez Miasto Nauki (odpowiednik naszego Centrum Nauki Kopernik) oraz przez siedem mórz największego oceanarium Europy to zabawa na kilka dni.

W akwariach Oceanografic odtworzono wszystkie morskie ekosystemy świata: od oceanu arktycznego po równikowe rafy. Hitem jest dwudziestometrowy tropikalny aquatunel, w którym każdy malec może się poczuć jak kapitan Nemo. W ramach zajęć dydaktycznych zwiedzający podglądają morską faunę z pozycji horyzontalnej, z materaców obserwując przepływające nad głowami stada tuńczyków i płaszczek. Za 225 euro można znaleźć się jeszcze bliżej zwierząt: zostać jednodniowym opiekunem bieługi lub ponurkować w akwalungu z rekinem piaskowym.

Zwierciadło słońca

Więcej na ten temat

  • W ostatniej dekadzie, Walencja, najbardziej znana jako ojczyzna paelli, przesuwała się powoli, ale sukcesywnie na celownik pomysłowych turystów. więcej »

Po północy w zaułku starego miasta dostrzegam trzy rodziny wokół palenisk. Na nich metrowej średnicy patelnie. Obojętni na spojrzenia ciekawskich "kucharze" wrzucają na nie kawałki kurczaka i ryż. - To dzielnicowe zawody kulinarne - objaśnia przechodzień. - Tak powstaje najlepsza paella w regionie - dodaje szeptem. Hiszpanie sami nie są zgodni co do tego, czy ryż z patelni jest już daniem narodowym, czy tylko regionalnym specjałem z Walencji. Niewielu wie, w jaki sposób podstawą ich menu został ryż.

By o paelli dowiedzieć się więcej, wyruszam do jej źródeł: mokradeł rezerwatu Albufera. Ryż uprawia się tam do dziś, a El Palmar, rybacka wioska, to głównie restauracje. Tu przyjeżdżają na niedzielny obiad ortodoksyjni smakosze. Kto nie zarezerwował stolika w restauracji Mateu, cierpliwie czeka w kolejce za drzwiami. Dania nie zabraknie. Szef kuchni szykuje paellę z królikiem, owocami morza, węgorzem z Albufery i wreszcie najdroższą smolistą paellę z kałamarnicy. W Mateu dowiaduję się, że ryż sprowadzili tu dziesięć wieków temu Maurowie i że nigdzie indziej, z wyjątkiem południowych Włoch, nie udało się go w Europie wyhodować.

Zamek górujący nad Játivą zamek. Dziś na wzgórzu mieści się muzeum państwowe.  East News
W marinie nabywam woreczek lokalnego ryżu bomba o beczkowatych ziarnach. Niestety, okaże się bardziej lepki niż znane u nas odmiany i próba odtworzenia paelli w Warszawie skończy się uwarzeniem rosołokleiku.

Wsiadam do czółna należącego do rybaków z rodziny San Canuto, jedynego przewoźnika po wodach rezerwatu. Cicha łódź pozwala podpłynąć blisko ptasich siedlisk i znaleźć się oko w oko z czaplą białą i biegusem. Mogę też kontemplować zjawiskowy zachód słońca nad Albuferą. El Lluent, "świetlisty punkt" pośrodku lustra jeziora, inspirował zarówno mauretańskich poetów, nazywających widok zwierciadłem słońca, jak i hiszpańskiego Żeromskiego - Vicente Blasco Ibáeza, który poświęcił Albuferze powieść La Barraca (Ziemia przeklęta). Mnie, odpoczywającej po ryżowej uczcie, el lluent przywodzi na myśl wielką rozgrzaną patelnię.

Rodzina, ah, rodzina!

Gorąco jak na patelni jest w Játivie. Jednak nie rekordowe upały rozsławiły miasto, lecz Borgiowie, renesansowy ród, który zapisał się zamiłowaniem do władzy, pieniędzy i skrytobójstwa. To ich intrygi opisywał Machiavelli w Księciu, a Mario Puzo w Rodzinie. Choć Rodrigo Borgia, późniejszy papież Aleksander VI, wszedł do historii jako skandalista, mieszkańcy Játivy są z rodzinki dumni. Wiodący przez miasto borgiowski szlak zaczyna się od Casa Natalicia de Alejandro VI, domu, w którym przyszedł na świat przyszły papież.

- Orgie, kochanki, przekupstwa to pomówienia Włochów - David Antunes, młody przewodnik broni krajana. - Nie mogli zaakceptować, że współtwórcą "ich" renesansu był Hiszpan! Szlak wiedzie przez szesnastowieczną bazylikę i klasztor, w przeszłości obsadzone przez kolejne pokolenia Borgiów. Na koniec pniemy się w stronę górującego nad miastem masywu zwieńczonego fortecą. To tędy wiodła rzymska Via Augusta, czyli droga z Kadyksu w Pireneje. W czasach średniowiecza wzgórze kontrolowali Maurowie, dopóki w roku 1244 nie przepędził ich król Jakub I.

- Borgiowie nigdy nie władali zamkiem, za to kilku z nich rezydowało w charakterze więźniów. Były tu lochy dla dobrze urodzonych - przewodnik prowadzi do pozbawionej okien celi. Żaden jednak więzień nie mógł w takich warunkach przeżyć dłużej niż rok - David dotyka wilgotnej ściany - nawet Diego Borgia, prawnuk papieża, który trafił tu za zabicie szlachcica podczas libacji. Choć ród Borgiów rozpadł się w XVIII wieku, wciąż rozpala wyobraźnię. O rodzince z Játivy nakręcono ostatnio dwie serialowe superprodukcje. W jednej z nich Hiszpana we Włoszech gra Anglik Jeremy Irons. W drugiej - po francusku - Amerykanin John Doman.

Jak Chrześcijanin z Maurem

W przeciwieństwie do arystokratycznej Játivy włókiennicze Alcoy miało zawsze renomę miasta lewicującego. Za zaopatrywanie przeciwników generała Franco w żywność i odzież było bombardowane podczas hiszpańskiej wojny domowej. Pamiątką tych wydarzeń jest 25 bunkrów (można zwiedzić) i opustoszałe fabryki. Szwalnia El Molinar z przedmieścia nie szyje trykotów. Jej specjalność to couture średniowiecza. Kto w tej okolicy nosi podbite futrem opończe? Uczestnicy fiesty Christianos y Moros.

Alegoria odbicia Hiszpanii z rąk Maurów to fiesta kostiumowa. Pan Vicente Balaguer, właściciel zakładu, co rok wypuszcza nowe wzory. Inspiracje? Stroje sułtanów Marrakeszu, templariuszy i afrykańskich kacyków. - Wierność historyczna jest mniej ważna od zabawy - twierdzi pan Balaguer, demonstrując metalizowany hełm z rewiowym pióropuszem. W wigilię świętego Jerzego mieszkańcy Alcoy odbywają podróż w czasie do roku 1276 roku, kiedy król Jakub I odparł atak Al Azraqa.

Fragment kompleksu Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasto Sztuki i Nauki).
Twój Styl

Na kilka dni mieszczanie przeistaczają się w zastępy Nawarrów i Almorawidów zbrojnych w buzdygany, lance i miecze. Dziewięć wieków temu zwycięstwo w Dniu Świętego Jerzego uznano za boską interwencję i Jerzy, przedstawiany jako pacholę na koniu, został patronem miasta. Przez trzy dni na jego cześć paradują zastępy wojsk: krzyżowcy w kolczugach i powłóczystych płaszczach, oddziały Aragończyków w hełmach z niedźwiedzich łbów, zbrojni rycerze z Nawarry i Andaluzyjczycy w kwiecistych chustkach.

Po stronie Maurów - świat baśni z tysiąca i jednej nocy: Berberowie, hurysy, beduini, wielbłądy i słonie. Drugiego dnia na czele procesji z relikwiami pojawia się święty Jerzy. Ma dziesięć lat, dziecięcą zbroję i jest blady z przejęcia. Trzeciego dnia chrześcijanie i Maurowie stają do bitwy, a kibice uzbrajają się w ochraniacze na uszy: obie strony strzelają prochem z arkebuzów. Kończy się proch i kończy się święto. Wrogowie padają sobie w ramiona. Następnego ranka zaczną przygotowania do przyszłorocznej fiesty.

Grażyna Saniuk-Woźniak

źródło informacji: Twój Styl

Więcej o:
fiesta,
Hiszpania,
costa brava,
urlop,
walencja

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: 14/22 °C ciśnienie: 1010 hPa, rośnie

  • JUTRO 15/23 °C
  • POJUTRZE 14/22 °C
  • więcej »


Informacje dodatkowe