Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Pomorze: Szlakiem latarni morskich

Długość polskiego wybrzeża oficjalnie mierzona jest od wschodu w kierunku zachodnim. Podobnie jak ma to miejsce przy ważniejszych drogach, również i tu, na całej rozciągłości naszej granicy lądowej znajdują się słupki kilometrowe (z pominięciem Półwyspu Helskiego).

Zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak.
Zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak. /bikeBoard

Na Mierzei Wiślanej, cztery kilometry za ostatnią miejscowością (wieś Piaski), na niewielkim wydmowym wzniesieniu wetknięte w piasek stoi oznaczenie z tabliczką o numerze 000. Tam jednak nie dojedziemy, bo szlaban ustawiony został 400 m przed właściwą granicą...

W tempie bryzy

Początkowo korciło nas, aby w ten długi rowerowy rejs, zgodnie z pewną matematyczno-geograficzną prawidłowością, wyruszyć właśnie stamtąd. Względy praktyczne podyktowały jednak rozwiązanie zupełnie odwrotne. O wszystkim zdecydował przeważający nad Bałtykiem kierunek wiatrów. Ostatecznie żagle postawiliśmy na plaży między zachodnią częścią Świnoujścia a niemieckim Ahlbeckiem przy słupku kilometrażowym o wartości 428 130** dokładnie tam, gdzie przechodzi zachodnia granica państwa.

Dopingowani przeczuciem, że na wschodzie musi być jakaś cywilizacja, ruszaliśmy ku słońcu i rozlicznym przygodom. Podstawowe założenia naszej eskapady: żadnego robienia kilometrów i bicia rekordów, zero napinania się z dziennymi dystansami! Jedyną naszą ambicją było unikanie zatłoczonych miejsc oraz takie wytyczanie trasy, by wyciskała z nadmorskiego pasa to, co tam najciekawsze.

Zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak.
bikeBoard

Zamiast gonić na złamanie karku objeżdżając co bardziej interesujące fragmenty po szosach, staraliśmy się wynajdywać terenowe alternatywy. Korciły nas wszelkie tajemne i znane chyba tylko miejscowym przesmyki, ścieżki i mierzeje. Pod uwagę braliśmy nie tylko turystyczne atrakcje (zabytki, stare cmentarze, ruiny, ciekawostki przyrodnicze, widoczki itp.), ale także, jak to ma miejsce w trakcie górskich wędrowerówek - charakter samej drogi.

Jeśli akurat wyjątkowo interesująco na danym odcinku zapowiadał się przejazd bezpośrednio plażą, to wybieraliśmy ten wariant. Ale bywało i tak, że odbijaliśmy nieco w głąb lądu pozostawiając na moment szum morza na rzecz czegoś nowego, innego... Kolejnym razem najciekawszą opcją wydawał się przejazd ścieżką po koronie klifu. Zresztą bliżej o tym wszystkim napiszę za chwilę.

Muszę jednak podkreślić fakt, że nasze wybrzeże znam dość dobrze. W końcu stamtąd pochodzę i nieraz miałem okazję pokonywać tą trasę. Także zimą! Dlatego też jestem w stanie zaproponować znacznie więcej ciekawych opcji przejazdu wzdłuż wybrzeża niż przedstawiają w licznych relacjach przybysze z dalszych stron. A, byłbym zapomniał o najważniejszym. Zawsze, niezależnie od obranej trasy, starliśmy się odwiedzać latarnie morskie.

Wybrzeże Zachodnie - etap I

Obejmuje obszar od Świnoujścia do Kołobrzegu, czyli jakieś 115 km. Grzechem byłoby "machnąć" to w jeden dzień, tym bardziej, że na sam początek, jakby dla zachęty otrzymujemy pyszny deser. Jest nim przyrodniczo i krajobrazowo bezcenna wyspa Wolin. Lepiej odrobinę podelektować się tym smakołykiem, bo potem przez pewien czas czeka nas ciąg mniej apetycznych miejscowości letniskowych.

Tak naprawdę, jeśli do wykorzystania mamy cały urlop, warto zaszyć się tu na trochę dłużej. Jako bazę polecam niezwykle urokliwie położoną wieś Wisełka. To właśnie stąd prowadzą kapitalne leśne ścieżki, które zaprowadzą nas w pobliże największych klifów w kraju. Odkrywanie Wolina na rowerze szczegółowo opisałem w artykule pt. Nadmorski tryptyk (bikeBoard #7/2008). Zatem tym razem, jako że "górna" część wyspy była nam już znana, ślady opon odcisnęliśmy wzdłuż całego niemal odcinka wolińskiej plaży.

Zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak. bikeBoard
Tutaj, co jest stosunkowo rzadkim zjawiskiem nad Bałtykiem, zamiast typowych szerokich piaszczystych plaż, towarzyszyły nam strome, urwiste klify, rzeźbione przez morskie fale i wiatr. Krajobraz urozmaicały dodatkowo liczne głazy, których obłe, porośnięte glonami grzbiety wystają z wody.

To, co piękne, szybko się jednak kończy, a ściślej rzecz ujmując w Międzywodziu. Tutaj zmuszeni byliśmy wjechać na szosę, by zwodzonym mostem wydostać się na stały ląd. Ten popularny turystycznie fragment nie zachwycił nas szczególnie (tym bardziej, że brakuje akurat alternatyw objazdu). Grzechem byłoby jednak nie wspomnieć o jedynej w swoim rodzaju atrakcji turystycznej.

W Trzęsaczu znajduje się słynna ściana - ruiny gotyckiego kościoła, symbol walki człowieka z destrukcyjnymi silami żywiołu morskiego.Za Pogorzelicą nagle totalna odmiana. Znikają zabudowania i cała ta turystyczna infrastruktura. Wkraczamy w rewiry a'la "Archiwum X". To znaczy chcielibyśmy wkroczyć, gdyż wciąż znaczna część tego terenu zajmowana jest przez wojsko.

Choć na niejednej mapie zobaczycie prowadzący tędy czerwony szlak, w praktyce czeka Was marsz na orientację (chyba, że wybierzecie przejście plażą) i błądzenie po krzakach i wydmach. Dlatego najlepiej od razu zdecydować się na pokonanie tego odcinka plażą (nie jest już zagrodzona jak to było kiedyś) tudzież wybrać objazd szosą przez Trzebiatów.

Po osiągnięciu Mrzeżyna warto za czerwonymi oznaczeniami odbić nieco na południe, co pozwoli przez pewien czas uniknąć asfaltowej nudy. No i wreszcie Kołobrzeg. Z racji rangi tego miasta trzeba tu powęszyć i odrobinę się ukulturalnić. My odwiedziliśmy Muzeum Oręża Polskiego. Szczególnie interesował nas wątek ciężkiej bitwy, jaka została stoczona o to miasto pod koniec II Wojny Światowej. Za Kołobrzegiem teoretycznie zaczyna się kolejny etap, czyli Wybrzeże Słowińskie, które pod wieloma względami uważam za najbardziej atrakcyjne i godne uwagi. Zanim jednak zapuścimy tam koła, chciał-bym powrócić do idei przewodniej, która przyświecała (i to dosłownie) naszemu wakacyjnemu rejsowi. Z uporem maniaków, niczym ćmy do światła, lgnęliśmy ku kolejnym obiektom nawigacyjnym naszego wybrzeża. Chcieliśmy zaliczyć wszystkie...

A jednak piętnaście!

Przemierzaliście kiedyś dłuższy odcinek plaży nocą z dala od turystycznych kurortów? Człowiek czuje w takich chwilach oddech Posejdona na karku... Czuje się mały. Jak pchła na grzbiecie turiazaurusa (jeśli w epoce dinozaurów w ogóle istniały pchły). Szczególnie, gdy fragment linii brzegowej, który pokonujemy, należy do niezamieszkanych, a przed nami wiele kilometrów drogi.

Wówczas w takiej ciemnej otchłani, na granicy wody i lądu dobrze mieć punkt orientacyjny.

Zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak.
bikeBoard

Pamiętam jak w czasie nocnych eskapad z Łeby do Rowów (blisko 35 km) lubiłem wchodzić na wydmę Łącką, by przyglądać się dalekim błyskom świateł nawigacyjnych. Z jednej strony tylko sobie właściwym kodem mruga latarnia Czołpino, na wschodzie zaś "po swojemu" nadaje Stilo. A ja pośrodku... Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem...

No dobra, trochę już popłynąłem z tymi porównaniami. Do rzeczy. Z grubsza chodzi mi o to, że latarnie nadają wybrzeżu ten niepowtarzalny klimat bezgranicznej przestrzeni, która aż dech w piersi zapiera. Ich światła (a także sylwetki) są komunikatem dla statków oddalonych nieraz o dziesiątki mil morskich. Tak czy inaczej coś mnie do nich pociąga. Wiele z tych, które stoją dziś na polskim wybrzeżu, ma bardzo długą i barwną historię. W dawnych dziejach ustawiane były na świętych górach Pomorza (Góra Chełmska, Rowokół) odgrywając znacznie ważniejszą niż dziś rolę.

Tak naprawdę jest to temat-morze, który na dodatek wciąga niczym wir. Przed wyprawą warto zatopić się w jakiejś obszerniejszej lekturze dotyczącej tej tematyki. Nietrudno wtedy połknąć bakcyla. W trakcie opisywanej tu "transpomeranii" udało się nam "zaliczyć" wszystkie spośród piętnastu uznawanych za latarnie morskie (i czynnych) obiektów nawigacyjnych.

Początkowo sądziliśmy, że nie będziemy mogli pochwalić się pełnym kompletem. Plan zakładał bowiem ominięcie sporej części Trójmiasta, którego wielkomiejski zgiełk jakoś nie licował z naszymi wakacyjnymi planami. Taki manewr jest możliwy dzięki promom, które w sezonie letnim kursują miedzy Helem a np. Gdańskiem. Tym sposobem ominęlibyśmy światło nawigacyjne w Sopocie, w niektórych źródłach uważane także za latarnię morską.

Zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak.
bikeBoard

Jednak Wikipedia podaje dość przekonywujący argument, który świadczy na naszą korzyść, cytuję: "Obecnie na polskim wybrzeżu działa 15 latarń morskich (światło nawigacyjne umieszczone na wieży widokowej w Sopocie i stawy na główkach portów Władysławowie, (...) nazywane potocznie latarniami morskimi, o charakterystycznej budowie w postaci wieży z laterną, nie są latarniami morskimi w sensie nawigacji (brak oznaczenia - "latarnia morska" w spisie świateł i publikacjach nautycznych), dodatkowo światła te posiadają niewielki zasięg)".

Ha, no to mamy komplet i już! Świnoujście - Kikut - Niechorze - Kołobrzeg - Gąski - Darłowo - Jarosławiec - Ustka - Czołpino (moja ulubiona) - Stilo - Rozewie - Jastarnia - Hel - Gdańsk - Krynica Morska. Szkoda tylko, że nie starczy tu miejsca. aby przybliżyć choć pobieżnie wrażenia, jakie poszczególne obiekty nawigacyjne na nas wywarły.

Z całą pewnością niektórym warto poświęcić więcej uwagi. Wszelkie informacje odnośnie do udostępnienia do zwiedzania, cen biletów itp. znajdziecie w rozszerzeniu tego artykułu na naszej stronie internetowej. Dodam tylko, że w dwóch latarniach znajdują się ekspozycje poświęcone historii latarnictwa.

Wybrzeże Słowińskie - etap II

I jak wspomniałem - mój ulubiony. Dlaczego? Ponieważ tu, rzadziej niż na dwóch pozostałych etapach, spotkamy zatłoczone miejscowości. Mniej też szos, a więcej wariantów z drogami leśnymi i ścieżkami. Po prostu więcej natury, a mniej "kultury". Bo przecież wszystkich atrakcji nawet nie będę próbował tu wymieniać.

Nie zmieściłbym... Wracając wspomnieniami do naszej nadmorskiej przygody wymienię te najbardziej godne uwagi i zlokalizowane najbliżej brzegu morskiego. Za Kołobrzegiem wjechaliśmy na byłe radzieckie lotnisko w Bagiczu, ale - pomimo usilnych starań - nikomu nie udało się poderwać swojej maszyny w powietrze. Czy pas jest za krótki?

Potem aż do Mielna nic spektakularnego generalnie się nie działo. A może z tego rozpędu po prostu nie zauważyliśmy... Uwagę zwróciły dopiero pomilitarne tajemnice mierzei nad Jeziorem Jamno. No a potem to, co lubimy najbardziej, czyli przeprawa tajemniczym przesmykiem nie szerszym od paska w plażowych stringach. Mierzeja Bukowska, bo o niej mowa, w najwęższym miejscu liczy jedynie 90 metrów szerokości. Trzeba uważać, żeby się nie utopić. To opcja dla harpaganów lub sadomasochistów.

Gdy plaża nie jest litościwa (tzn. zdatna do jazdy na rowerze) pozostaje pchanie. Ale przecież nie straszne nam chaszczory ani piaszczory! Darłowo i Darłówko to miejscowości o bardzo ciekawej historii. Co roku pod koniec czerwca odbywa się tu widowiskowy Międzynarodowy Zlot Historycznych Pojazdów Wojskowych. Warto tak ułożyć trasę, żeby trafić tu w tym czasie. Kręcąc dalej na wschód można dojechać samym pasem nadmorskim do oddalonego ok. 16 km Jarosławca.

Malownicza trasa wiedzie nową drogą tuż za wydmą, a następnie w lasku nadmorskim (w porze wiosennej liczne podtopienia), dalej przez mierzeję między morzem a jeziorem Kopań. Przejeżdża się przez przekop - połączenie jeziora z morzem. Z drogi doskonale widać morze, wiatraki oraz samo jezioro.

Ponieważ szlak jest zamknięty dla ruchu samochodowego, nikt nie zakłóca tu spokojnego rytmu rowerowej przejażdżki. Wreszcie Jarosławiec i słynny już znak B-9 ("Zakaz wjazdu rowerów") przy ścieżce rowerowej z podpiętym poniżej znakiem T-22 ("Nie dotyczy rowerów"). Zakazów zdawałoby się nie koniec, bo między Jarosławcem a Ustką znajduje się największy w Polsce poligon wojskowy.

Ankieta

Gdzie planujesz spędzić najbliższe wakacje?

Gdzie planujesz spędzić najbliższe wakacje?

Dziękujemy. Twój głos został już zarejestrowany
WYNIKI

w Polsce

 
28%

w Chorwacji

 
35%

we Włoszech

 
5%

w Hiszpanii

 
6%

w Grecji

 
8%

gdzie indziej

 
18%Głosów: 2032

Zagłosuj w innych ankietach »

Uwaga! Wbrew wielu opiniom krążącym w sieci, nie jest to obszar stale zamknięty! Jeśli nie odbywają się właśnie ostre strzelania, można tamtędy śmiało jechać. Poinformuje nas o tym wartownik. To bardzo oryginalny i bogaty przyrodniczo nadmorski akwen. Ponieważ cały ten fragment (od Jarosławca aż do Dębek przy ujściu rzeki Piaśnicy) ze szczegółami opisałem w innym artykule pt. 56 minut na korzyść Północy (bikeBoard #5/2007) pozwolę sobie na niepowtarzanie tego, co już powiedziane. Na naszej stronie znajduje się bezpłatny pdf z tym materiałem. Dokładny link do niego zamieszczę w uzupełnieniu niniejszej relacji.

Tym sposobem teleportujemy się ponad 100 km na wschód i pedałujemy teraz w granicach przedwojennej II RP, gdzie pas wybrzeża był nader krótki, a kończył się właśnie na rzece Piaśnicy, którą dopiero co minęliśmy. Na wysokości Dębek znajduje się chyba najpiękniejsza plaża w Europie, a na dodatek najszersza w Polsce, gdzie nie grozi Wam sytuacja, kiedy po rozwinięciu ręcznika jego koniec będzie już w wodzie (jak to bywa w czasami w Chorwacji).

Do tego wszędzie wylegują się foczki i to wcale nie szare, tylko złociste, przypieczone słońcem... Aż chce się poleżeć. W Karwi kończy się to, co najlepsze na trasie całej naszej wyprawy, czyli liczne off roadowe warianty, których najwięcej znajdziemy właśnie na środkowej części wybrzeża (opisane szczegółowo we wspomnianym artykule). Stąd aż do Helu nieraz zmuszeni byliśmy jechać po ruchliwych ulicach.

Sprawę ratuje trochę niebieski Szlak Nadmorski, a przy odpowiednich warunkach także możliwość poruszania się plażą. Na półwyspie dopadła nas ulewa, szybko więc ewakuowaliśmy się promem do Gdańska. Szkoda, bo tutejsze lasy kryją wiele pozostałości z okresu chwalebnej obrony Helu.

Trasa żuławska - etap III

Dzięki takiemu sprytnemu zabiegowi do celu pozostało nam już tylko nieco ponad 70 km. Trzeba jednak podkreślić, że odbyło się to kosztem ominięcia tak ciekawych miejscówek jak Puck, Oksywie czy Kępa Redłowska. Czas jednak nieubłaganie gonił.

Z drugiej zaś strony bardzo korciło nas, żeby obejrzeć ostatni, zupełnie nieznany nam jeszcze odcinek wybrzeża - Mierzeję Wiślaną oraz brzeg Zatoki Gdańskiej od Sobieszewa do Kątów Rybackich. Nie zawiedliśmy się. Po drodze rozmaite i bardzo liczne ciekawostki - niepowtarzalna przyroda oraz krajobrazy, oryginalny klimat jeśli chodzi o architekturę i infrastrukturę (choćby czynna linia kolejki wąskotorowej pomiędzy Miłoszewem a Nowym Dworem Gdańskim).

Przez moment jechaliśmy nawet fragmentem słynnego bursztynowego szlaku (EuroVelo 9). Nastrój małych rybackich wiosek bardzo nas rozleniwił. Do obowiązkowych punktów programu zaliczyłbym tutaj: zabytki hydrotechniki w Rybinie, kościół ryglowy w Stegnie, Muzeum Stutthof w Sztutowie (były hitlerowski obóz koncentracyjny). Płaski krajobraz zmienia się wyraźnie w miarę przybliżania do mierzei.

Sporym zaskoczeniem był dla nas fakt, że ten wąski pas lądu tak bardzo różni się ukształtowaniem terenu do sąsiednich Żuław. Zalesione wydmy wspinają się tu nawet do 50 m n.p.m. Cała ta zielona enklawa jest usiana licznymi pagórkami, istnieje wiele ścieżek prowadzących po leśnych ostępach. Tutaj nawet bardziej wymagający mountainbikerzy nie będą narzekali na monotonię.

Ostatnia latarnia i ostatnie kilometry, potem ręce uniesione w geście zwycięstwa - udało się! Choć tak naprawdę brakuje nam jeszcze czterysta metrów... Świadczy o tym pierwszy słupek geodezyjny o numerze 0,4 km, co oznacza, że granica znajduje się czterysta metrów dalej.

Potwierdzają to funkcjonariusze Straży Granicznej, tłumacząc, że ze względu na pętających się turystów musieli postawić płot już tutaj. Pytam jeszcze, czy tam, na granicy, stoi oznaczenie kilometrażowe wybrzeża o nr 000. Panowie w zielonych uniformach potwierdzają.

Tekst: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, zdjęcia: Dominika Skonieczna, Daniel Klawczyński, Janusz Maniak

Koniecznie zajrzyjcie do rozwinięcia tego materiału na naszej stronie. Zamieszczamy tam szereg szczegółowych informacji, dla których nie starczyło tu miejsca. Znajdziecie także odsyłacze do podobnych relacji, które ukazały się na łamach bB.

źródło informacji: Materiał pochodzi z magazynu
bikeBoard

Dodatki

Warto zobaczyć

ROWER - warto zobaczyć

temp: 14/22 °C ciśnienie: 1010 hPa, rośnie

  • JUTRO 15/23 °C
  • POJUTRZE 14/22 °C
  • więcej »


Informacje dodatkowe