Przejd� do g��wnej cz�ci strony

Samoloty

Click here for calendarClick here for calendar

Liczba osób
przelot w obie strony

Opcje dodatkowe

Map 24

Nowość

Poszukaj planu miasta

Zaplanuj podróż na wakacje

Autokary

Nowość


Logowanie do biletu

Mazowsze: Ziemia Radomska

Tym razem ślady rowerowych opon odciśniemy na południowym Mazowszu, a ściślej rzecz ujmując - w Ziemi Radomskiej.

Mazowsze: Ziemia Radomska
bikeBoard

Mało uważnemu obserwatorowi jawi się jako ziemia niemal doskonale płaska o krajobrazie monotonnym i mało interesującym, pozbawionym ikry. Depresyjne niziny i to byłoby na tyle? Prawda to czy fałsz?

Z własnego, eksploratorskiego doświadczenia wiem, że nie ma miejsca, gdzie nie znalazłoby się coś godnego zobaczenia. Tym bardziej w tak pięknym kraju jakim jest Polska. A przecież mówimy tu o samym jej sercu, korzeniach, rdzeniu... W każdym razie o niemalże geograficznym centrum. Administracyjnie możemy przyjąć, iż jest to południowe Mazowsze, historycznie zaś Ziemia Radomska należy raczej do Małopolski.

Jakkolwiek na sprawę nie spojrzeć, zawsze jest to gdzieś po środku. Dla nas - wędrowerowców, oznacza to tylko tyle, że niezależnie skąd wyruszymy (z Łodzi, Warszawy, Krakowa czy Lublina) droga będzie jednakowo krótka.

Pytanie tylko, czy w ogóle warto tu przyjeżdżać, skoro według niektórych to nudziarski zakątek. Właśnie po to zapuszczamy tam koła, by po przeczytaniu tego tekstu każdy z czytelników wiedział czy jechać, czy sobie darować.

Nie masz kraju jak Polska, nie masz ziemi jak radomska - tak zwykła mawiać radomska szlachta. Uzupełniając swoją ubogą wiedzę o tym regionie, coraz bardziej przekonuję się, że miejscowa arystokracja miała uzasadnione powody do takich przechwałek. Wertuję książki i przewodniki, sięgam w głąb dziejów. Jest bardziej kolorowo niż to sobie uzmysławiałem. Oto kilka faktów.


bikeBoard

W Ziemi Radomskiej odkryto jedne z najstarszych na ziemiach polskich ślady pobytu człowieka. A trzeba dodać, że ówczesny neandertalczyk był raczej rzadkim gościem w tej części Europy.

Wiek krzemiennych narzędzi znalezionych w Tomaszowie koło Rudy Wielkiej - dziesięć kilometrów na południowy zachód od Radomia - określany jest na 250 tysięcy lat. Krzemień wydobywano na miejscu - jest to zatem najstarsze w Polsce zagłębie górnicze.

Inny z kolei fakt z historii, broniący mojej tezy o rdzennie polskim charakterze regionu - największy poeta polskiego renesansu urodził się w Sycynie, ożenił w Przytyku, mieszkał w Czarnolesie, bawił i sądził w Radomiu, a spoczywa w Zwoleniu. Ziemia Radomska jest zatem kolebką literackiej polszczyzny.

Co roku w czerwcu - na kanwie twórczości mistrza Jana - odbywają się tu Czarnoleskie Spotkania Sobótkowe. Dworek w czarnoleskim parku mieści muzeum Kochanowskiego. Spośród mnogości innych ciekawostek wyławiam oczywiście te związane z dziejami oręża polskiego. Badając tę część kraju po prostu nie można tego przemilczeć.

W rozległych podradomskich puszczach stoczone zostały liczne potyczki i bitwy powstania styczniowego. "Za Wolność Waszą i Naszą" życie oddało tu wielu wspaniałych rodaków-patriotów. Spotykane w terenie mogiły, krzyże, kapliczki często nawiązują do wydarzeń z 1863 roku. Wreszcie, w tych samych lasach, tylko że prawie osiemdziesiąt lat później, działał inny bohater - słynny Hubal. Do wątku tego powrócę jeszcze w dalszej części tekstu.

Nie wiem jak Was, ale mnie ten zaledwie skrócony zarys dziejów Radomszczyzny, podkręca do działania. Znów szykuje się wyprawa z podtekstem historycznym. Tylko że nie bardzo uśmiecha mi się kręcić po równym terenie.

Hola, hola... Z mapy wynika, że południowe krańce województwa Mazowieckiego (czyli interesujący nas obszar) przechodzą wyraźnie z zielonego na kolor żółty. Buźka od razu się uśmiecha. Znów sięgam do literatury. Ziemia Radomska leży na pograniczu nizin i wyżyn.

W jej północno-zachodniej części rozciąga się Równina Radomska, natomiast na południu zaczyna się Wyżyna Małopolska. Znajduje się tu najwyższy szczyt woj. mazowieckiego - góra Altana mierząca 408 m n.p.m., a także inne wyższe wzniesienia: Cymbra, Skłobska Góra, Skarbowa Góra, Łysa Góra. Może zdobyć koronę Mazowsza, he, he?!

Po takim wyczynie każdego mądralińskiego, co to głosi puste frazesy, że jakoby ta część kraju na rower jest zbyt monotonna, łatwo będzie zbić z pantałyku. Mnie ciekawość już pożera. Zbieram ekipę, ładujemy rowery w pociąg i po 2 godzinach jesteśmy na miejscu. Z Warszawy będzie pewnie jeszcze krócej.

Na partyzanckim szlaku, czyli bikeBoard w ogniu

Nasze spotkanie z nową krainą zaczyna się w Skarżysku-Kamiennej na dworcu PKP. Już sama stacja kolejowa to swoista ciekawostka, gdyż należy do największych w Polsce. Zbudowana pod koniec XIX wieku jako skrzyżowanie linii Kolei Dęblińsko-Dąbrowskiej, wielka stacja rozrządowa pozwala na zestawienie dwóch tysięcy wagonów na dobę.

Stąd wyruszamy na wyprawę, a raczej na wyprawy. Ściana lasu za tą miejscowością jest tym, co misie lubią najbardziej. Za plecami zostaje zurbanizowany bałagan, a przed kierownicą otwiera się perspektywa w postaci śródleśnej ścieżki.


bikeBoard

Ten wąski trakt, niczym tunel w skale wprowadza nas w gęsty, bogaty świat przyrody. Problem w tym, że brakuje czasu, by się nią zachwycić - liście zaczynają zlewać się w jednolitą masę koloru khaki, a brunatna wstęga pod kołami wije się coraz gwałtowniej, w uszach coraz głośniej świszcze wiatr. Wyczuwam instynktownie, że zapowiada się fajowy zjazd. Dodaję "gazu", pomimo że grawitacja i tak napędza koła.

Reszta ciśnie za mną i założę się, że u każdego widnieje ten sam, szeroki uśmiech na ustach. Tak pięknego, dynamicznego wstępu nikt się nie spodziewał. Gdy spadek powoli wytraca procenty zaczynają się garby - jakby muldy, potem jakiś rów, coś chlapie pod kołami - to chyba strumień. Zawieszenie ma co robić, wygrywa swoje krótkie upsss...ups...

Nagle wpadamy na leśne uroczysko. A tu cmentarzyk piękny, a jeszcze piękniejsza jego historia - odsyłam do artykułu pt. Historia Powstania Cmentarza Partyzanckiego autorstwa Edwarda Paszkiela (w Internecie). Będzie to ciekawa lekcja historii, szczególnie dla naszych młodych czytelników . Przecież o każdym z partyzantów tu pochowanym można z powodzeniem nakręcić niezły film sensacyjny. Wyczyny Jamesa Bonda, w zestawieniu z życiorysami leżących tu żołnierzy, najzwyczajniej bledną. Brytyjski agent wypada przy nich jak beksa.

To tylko jedno z wielu w regionie miejsc upamiętniających martyrologię narodu polskiego. Jeśli kogoś bardziej zainteresują właśnie tego typu akcenty, to szczególnie polecam trasę rowerową szlakiem partyzanckim Hubala (czerwony). Jadąc tym śladem dotrzemy do Anielina, gdzie walczył i zginął wielki bohater - Henryk Dobrzański - legendarny Hubal (w prostej linii potomek Zawiszy Czarnego).

Liczebność oddziału Hubala nigdy nie przekroczyła 300 żołnierzy, do walki z nim Niemcy zaangażowali natomiast ogółem ok. 8000 ludzi! W końcu, po ciężkich stratach hitlerowcy dopięli swego. Po śmierci majora barbarzyńcy zmasakrowali jego ciało i wystawili je na widok publiczny, a następnie wywieźli w nieznane miejsce.

To nie koniec okrucieństw, o których dowiemy się na trasie. W miejscowościach Skłoby i Hucisko miały miejsce pacyfikacje na nieznaną dotąd skalę - 11 kwietnia 1940 r. faszyści zamordowali tam wszystkich mężczyzn w wieku od 14 do 60 lat, w sumie ponad 200 mieszkańców. Miejsce to upamiętnia wielki pomnik w lesie koło Stefankowa. I na zakończenie wątków historycznych, trochę też na pocieszenie, proponuję zajrzeć w jeszcze jedno miejsce pamięci.

U podnóża Skłobskiej Góry stoi skromny obelisk upamiętniający jedną z nielicznych wygranych przez powstańców styczniowych potyczek z wojskami rosyjskimi. Dowodzący wojskami powstańczymi pułkownik Dionizy Czachowski - szef sztabu głównodowodzącego powstaniem na tych terenach Mariana Langiewicza - błyskawicznym atakiem kosynierów pokonał dnia 22 kwietnia 1863 r. rosyjski oddział.


bikeBoard

Poległo w tym starciu około 150 nieprzyjaciół. Tym miłym akcentem odchodzimy od historii ku teraźniejszości. Czas bowiem ruszyć w dalszą drogę i pobudzić nieco zastałe mięśnie. A nic tak nie rozgrzewa jak dobry podjazd. Proponuję ambitny cel - 408,4 m n.p.m.

Szczyt Mazowsza

No niestety, na Mazowszu wyżej już się nie da. Jak na tę część kraju to i tak imponujący rezultat, tylko o 200 m niższy od korony położonych nieopodal Gór Świętokrzyskich. Ale tam na rowerach - przynajmniej oficjalnie - nie pojeździmy. A to dla tego, że najciekawsze i najwyżej usytuowane zakątki świętokrzyskich garbów wchodzą w skład parku narodowego, który na cyklistów się wypiął (to już norma w naszym kraju - postawić zakaz i sprawa załatwiona).

To i po co się tam pchać, przecież nie od dziś wiadomo, że w Kieleckiem zawsze w mordę wind. A tu na Garbie Gielniowskim, w rozległych puszczach pomiędzy Skarżyskiem - Końskimi - Gielniowem - Przysuchą i Szydłowcem na bikerów czekają z otwartymi ramionami. Atrakcji terenowych co nie miara. Żaden szlak łatwo się nie podda, nie ma zjazdu, który nie dostarczyłby odpowiedniej dawki emocji a poziomice są tu tylko trochę mniej zagęszczone niż w sąsiednich Górach Świętokrzyskich.

W zasadzie stale wyrastają jakieś 346,7; 371,8; 330,3... Uwierzcie, można poszaleć. Ja jadę Giantem Reignem, typową endurówką i przyznam - wcale nie żałuję, że zabrałem ciężki sprzęt. Jestem nawet zdziwiony, że tak często z gruntu wystają żywe skały. Całkiem jakby to były rasowe góry. Prawdziwym zaskoczeniem są natomiast (s)twory, które spotykamy w lesie nieopodal Niekłania.

W tym tajemniczym uroczysku, pośród gęstwiny lasu kryje się rezerwat z piekłem w nazwie. Urzędują tu głównie straszne kazalnice, grzyby-olbrzymy i ponure kominy. Ponieważ docieramy tu już po zachodzie słońca, wszystko wygląda jeszcze bardziej złowieszczo... Zwietrzałe skały piaskowcowe o osobliwych kształtach wyrastają ze zbocza góry. Rezerwat Skałki Piekło pod Niekłaniem to dla nas sensacyjne odkrycie, atrakcja nr 1 na Garbie Gielniowskim.

Nazajutrz spotykamy nieoczekiwanie dwóch MTBikerów z Warszawy. Jadą w przeciwna stronę - od Radomia do Skarżyska, więc wypytujemy co i jak przed nami. Mówią, że o podobne trasy - równie odludne i urozmaicone terenowo - na Mazowszu niełatwo. Jeden z nich pisze właśnie pracę magisterską o szlakach rowerowych tej krainy geograficznej, więc jest to dla nas niezwykle ważna informacja.

Chwilę potem rozjeżdżamy się, każdy w swoją stronę i już po chwili wjeżdżamy wprost w... płonący las. Dym, ogień, wycie syren, odgłosy silników, całego tego ciężkiego sprzętu pomalowanego na czerwono. W sumie niezła zadyma, z której trzeba jakoś wybrnąć, a szlak jak na złość wiedzie dokładnie przez centrum zamieszania. Fajczą się opony, ale jakoś dajemy radę.

W tym miejscu ucinam krótko. Musimy zajrzeć jeszcze w inny interesujący zakątek. Tymczasem więcej o czerwonym szlaku Hubala dowiecie się w uzupełnieniu tego artykułu na naszej stronie internetowej. To obowiązkowa lekcja historii, szkoła patriotyzmu w bB! A teraz...

...romantyczne i miłosne uniesienia

Innym niezwykle interesującym rejonem tej części województwa Mazowieckiego jest obszar położony w widłach Wisły i Radomki. Rozmaitych atrakcji jest tu bez liku. Cenne obiekty przyrodnicze, urozmaicony krajobraz, bogate kompleksy leśne i wodne stwarzają wymarzone warunki do uprawiania aktywnej turystyki.

Ostatnim razem byliśmy tam jesienią ubiegłego roku i przyznam, że od natłoku rozmaitości nie wszystko udało mi się spamiętać. Najmilej wspominam miejsca takie jak Źródło Królewskie (rezerwat nieopodal Kozienic); Skansen Leśnej Kolei Wąskotorowej (przyjemny bar w jednym z wagonów), a prawdziwą rewelacją były miłosne uniesienia. Wyglądają niczym dwie gigantyczne piersi.

Podjazd na nie zaczyna się spod pachy, potem - jak wynika to z fizjonomii - pniemy się po zboczu, aż do momentu kulminacyjnego i następnie zjazd w dół. Następnie powtarzamy tę czynność na drugim obiekcie. Wszystko to działa na kolarza bardzo podniecająco, gdyż dookoła roztaczają się najwyższej próby miłe okoliczności przyrody.

Nie bez kozery wzniesienia te nazwane są Górami Miłosnymi. Mocno pofałdowany teren zapewnia przyjemną, urozmaiconą zabawę na rowerze. A gdy już te fizyczne igraszki dostatecznie nas wymęczą, z przyjemnością przeniesiemy się na grunt bardziej kulturalny - np. do Czarnolasu, gdzie znajduje się Muzeum Jana Kochanowskiego. To tu żył i tworzył nasz największy poeta doby renesansu.

W swych utworach sławił m.in. okoliczną przyrodę. I nic dziwnego, że stanowiła dla niego inspirację. Po powrocie sam byłem w najwyższym zachwycie. W pobliskim Zwoleniu znajduje się krypta, w której spoczywają szczątki Kochanowskiego i jego rodziny.

Oj, rozpędzam się a tymczasem... Zerkam do statystyki wyrazów w moim programie i złość mnie ogarnia. Znów nie udało mi się zawrzeć w tekście tego wszystkiego, o czym chciałem opowiedzieć. Po fenomenalnej Puszczy Kozienickiej można by jeździć i tydzień, a wciąż nie odkrylibyśmy wszystkich jej tajemnic. A gdzie tu jeszcze zmieścić opis naszej leśnej trasy z Kozienic przez Studzianki Pancerne (miejsce największej bitwy pancernej rozegranej na ziemiach polskich) do Warki?! A przecież tam cudnie rozlewa się po łąkach rzeka Pilica, można też miło spędzić czas u brzegów Wisły i schrupać dojrzałe jabłuszko w jednym z tysięcy sadów.

Mazowsze Południowe, Ziemia Radomska i Kielecka zaliczane są często do tak zwanej Polski B, która według definicji odstaje w rozwoju od szybciej rozwijających się części kraju. Coś jest na rzeczy. Szczególnie w południowo-zachodnich częściach Radomszczyzny znaleźć można skromne, acz urokliwe drewniane domki - relikty dawnej architektury ludowej.

Tam wciąż żywa jest muzyka regionalna i wyczuwalny jest swoisty folklor. W dzisiejszym, jednolicie nudnym świecie takie akcenty należy postrzegać jako prawdziwe rarytasy - regionalne osobliwości. Takie cechy krajobrazu kulturalnego są dziś bezsprzecznie na wagę złota.

Tekst i zdjęcia: Daniel Klawczyński

źródło informacji: Materiał pochodzi z magazynu
bikeBoard

Więcej o:
Razem,
ziem,
tym,
rower,
rowery

Warto zobaczyć

ROWER - warto zobaczyć


Skomentuj artykuł:

Wasze komentarze (5)

Dodaj komentarz

~antii -

NiIe ma czegoś takiego jak Ziemia Grójecka, nie licząc sadów itp. Radom ma wspaniałą ale mało znaną i docenioną historię. I jeśli ktoś ją zna, to nie będzie pisał bzdur o tym, że do jakiegoś Świętokrzyskiego tworu należy Ziemia Radomska tylko jeśli już to odwrotnie. Jak się dobrze poszuka w sieci to można znaleźć kartkę pocztową np. z Sandomierza z opisem ZIEMIA Radomska. Także trochę historii warto poznać. Natomiast faktycznie w ostatnich latach zwłaszcza władze polskie nie doceniały Radomia, lub wręcz go wyniszczały (jak GIEREK po 76r). , stąd obecna trudniejsza sytuacja.

~K -

Fajna sprawa. Rower to świetny wynalazek. Przydała by się jeszcze mapa trasy

~Geograf -

Autor pisze bzdury. Tak zwana Ziemia Radomska przez 1.000 lat historii nigdy nie była Mazowszem.Została zupełnie bez sensu włączona do Województwa Mazowieckiego, zamiast do Świętokrzyskiego, do którego przynależy historycznie, kulturowo i gospodarczo. Mazowsze Południowe czyli Ziemia Grójecka kończy się na Pilicy i nie należy do żadnej Polski B. Ma rozwinięty przemysł i doskonale rozwinięte sadownictwo.Niestety nadal jest w Dystrykcie Radomskim, mimo że już w Województwie Mazowieckim.