Morze jest cierpliwe - nieustępliwe w ciągłym szlifowaniu i podmywaniu. Przeciwnik zaś niełatwy, zbudowany głównie z nagiej skały, twardszy niż łeb Wikinga. To dziesiątki małych szkierowych wysp. Tworzą tu bajeczny archipelag - na tym etapie w przewadze jest morze, dalej zaczyna się postrzępiona, pełna zatok linia brzegowa, a potem stały ląd - Półwysep Skandynawski. Witamy w Karlskronie, mieście osobliwym, bowiem położonym na 33 wyspach!
Planując urlop nad polskim morzem wykombinowaliśmy, że, niejako przy okazji, wpadniemy do sąsiadów Szwedów. Tak naprawdę dotarcie tam w momencie, gdy jest się już na północy kraju nie stanowi większego problemu. Wystarczy dotrzeć do najbliższego portu, samochód zostawić na parkingu i potem już tylko wjechać na pokład rowerem. Wyprawa promem to czysta przyjemność. Po nocy spędzonej w wygodnej kabinie, rankiem, po dopłynięciu można z powodzeniem ruszać na eksplorację najbliższej okolicy.
Via Baltica
Tegoroczny urlop postanowiliśmy spędzić w rejonie Władysławowa. Wybór tego właśnie miejsca padł po dokładnym przemyśleniu różnych kwestii. Według nas miasteczko to stanowi doskonały punkt wypadowy. Pod ręką mierzeja Helska, z drugiej zaś strony inna ciekawostka - Przylądek Rozewie, czyli najbardziej północny przyczółek Polski. Z urwistych potężnych klifów prawie widać stąd przeciwległy brzeg morza. Prawie... To jednak ok. 300 km, a więc stanowczo za daleko, aby z tej wysokości dojrzeć Skandynawię czy choćby wyspę Bornholm.
Lepiej będzie jednak, jak popłyniemy osobiście - dotkniemy, powąchamy i posmakujemy. No właśnie. Rejs do Szwecji to kolejny punkt naszego wakacyjnego programu. Port Gdynia, z którego kursują promy, jest oddalony od Władysławowa o 40 km. Łatwo dojechać nawet rowerem. Przy okazji dojazdu do portu można zwiedzić jeszcze Trójmiasto. W ten sposób maksymalnie urozmaicamy sobie czas, wystarczy przyjechać na dzień czy dwa przed planowanym rejsem.
Infrastruktura na piątkę!
W końcu ruszamy. Prom linii Stena Line do Karlskrony odpływa codziennie, co znacznie ułatwia logistykę. Dla pełnej wygody skorzystaliśmy ze specjalnej oferty Stena Line - "Szwecja na rowerze". Nie trzeba się wówczas troszczyć o zbędne formalności. W programie zapewniony jest nocleg w kabinie na promie oraz w hotelu na miejscu, całodzienna wycieczka rowerowa z przewodnikiem po archipelagu Karlskrony oraz inne atrakcje, o których dowiecie się szczegółowo w uzupełniających ten artykuł informacjach praktycznych na stronie ww.bikeBoard.pl.
Można też oczywiście wyruszyć na własną rękę, ograniczając koszty do minimum.
Hotel pakujemy wówczas do sakw - z jego rozbiciem nie będzie żadnych problemów. Po tamtej stronie Bałtyku można biwakować bez żadnych pozwoleń nawet kilkanaście dni. Świetnie zorganizowana informacja turystyczna pozwoli szybko zorientować się w miejscowych atrakcjach, a sieć wygodnych ścieżek rowerowych umożliwi dojazd do wybranego miejsca. Bez względu na to, na który wariant się zdecydujemy przewóz roweru na promie mamy gratis!
W kraju Wikingów
Po dwunastu godzinach rejsu zjeżdżamy wprost do "Korony Karola". Unikalny, świetnie zachowany XVII-wieczny charakter miasta sprawił, że w 1998 r. wpisano je na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury. Jest co zwiedzać i dokąd pojechać. Liczba mieszkańców (ok. 30 tys.) mogłaby sugerować, że w 2 godziny łatwo wszystko oblecimy. Tymczasem bezustannie (niekiedy zupełnie niepostrzeżenie), przeskakujemy z wyspy na wyspę i zdaje się jak byśmy przejechaliśmy już kilkanaście wiosek. A jednak to wciąż jest Karlskrona. Wśród wielu atrakcji, które czekają tutaj na gości, szczególnie polecamy muzeum regionu Blekinge.
Zgromadzone w nim pamiątki z całego regionu przybliżą nam kulturę i zwyczaje jego mieszkańców. Nietrudno dostrzec, że praktycznie wszystko "kręci" się tu wokół wody. Od wieków parano się tu rybołówstwem, szkutnictwem, żeglugą, ale także kamieniarstwem (okolice słyną z czarnego granitu).
Bardzo spodobało nam się też Marinmuseum (Muzeum Marynarki Wojennej). Zostało wybudowane na palach w miejscu, gdzie spoczywa wrak statku. Specjalny tunel podwodny umożliwia obserwację szczątków tego wraku.
Wśród licznych ekspozycji można obejrzeć imitację pokładu łodzi podwodnej z wiernie odwzorowaną przestrzenią (a raczej z jej brakiem), z peryskopem, przez który można oglądać miasto. Dla pogłębienia wrażeń zwiedzanie odbywa się przy akustyce, jaka panuje na autentycznych okrętach podwodnych.
Portowy klimacik miasteczka bardzo się nam spodobał. Aż chce się przysiąść i wypić herbatę z rumem. Tylko nie za dużo - w końcu prowadzimy pojazd! Całkowity relaks, o nic nie trzeba się martwić. Zwiedzanie jest tutaj bajecznie łatwe i nawet jeśli ktoś nie radzi sobie z komunikacją w języku angielskim (w Szwecji język ten jest bardzo popularny) to większość tablic informacyjnych oraz folderów zawiera informację w języku polskim.
Wyspa do wynajęcia
Zakamarki regionu Blekinge, szczególnie zaś jego nadmorska część, to kierunek wymarzony wręcz na rower. O ile samochodem nie wszędzie tu dotrzemy, to transport dwukołowy o napędzie ludzkich mięśni sprawdza się doskonale. Cykliści są tu traktowani niczym święte krowy, do czego z początku trudno jest nam się przyzwyczaić. Dojeżdżając do skrzyżowania ścieżki rowerowej z ulicą odruchowo włącza się w głowie alarm - uwaga, wariaci drogowi!!! Człowiek jest przygotowany na najgorsze, więc maksymalizuje czujność. Tymczasem nadjeżdżające auta zwalniają, wreszcie zatrzymują się całkiem! O co chodzi? Aha..., w sekundzie przypominamy sobie, że jesteśmy w Szwecji. Śmigamy więc beztrosko dalej. Gdy ścieżka się kończy, przesiadamy się na znakowany szlak leśny, bez obaw - nie zgubimy się.
Dla miłośników natury i wędkarstwa
W orientacji pomagają tablice informacyjne (także w języku polskim). Takiej organizacji możemy sąsiadom tylko pozazdrościć. Pomimo że zwiedzany przez nas zakątek należy do najgęściej zaludnionych w Szwecji, odnajdujemy tu wiele bardzo zacisznych miejsc. Miłośnicy natury, którym marzy się pobyt w zupełnej izolacji od świata, mogą wynająć sobie wyspę z domkiem. W takim wariancie ciszę będą mąciły jedynie morskie fale i krzyk mew. Nie pozostaje nic innego, jak tylko oddać się całodniowemu wędkowaniu, nie da się ukryć, że wśród miłośników tego sportu region ten uchodzi za bardzo atrakcyjny. Zresztą większość wysp jest półdzika i można na nich biwakować bez niczyjej zgody. Namiot możemy śmiało rozstawić na kilka dni, nie zapominając jednak o tym, by nie rozpalać ognia na nagiej skale.
Wyspy i skaliste wybrzeże kryją wiele uroczych zakamarków. W czasie ich odkrywania jazdę urozmaica pofałdowany teren, który zmusza do wysiłku na podjazdach i sprawia frajdę, gdy rower zaczyna pędzić w dół. Często pośród lasów błyszczą się zwierciadła małych jeziorek, przy których można znaleźć zadaszenia z paleniskami. Większość szlaków w terenie to szerokie i kręte szutry.
Długie dni i białe noce
W okresie wakacyjnym, szczególnie w czasie przesilenia letniego, sprzymierzeńcom turysty jest tutaj długi dzień. Można wręcz zakosztować namiastki białych nocy, zjawiska charakterystycznego dla obszarów mocno wysuniętych ku biegunom. Dla uprawiania aktywnej turystyki światła dziennego wystarcza wówczas nawet po godzinie dwudziestej trzeciej. W tych okolicznościach nawet w ciągu dwóch dni udało się nam zobaczyć naprawdę sporo. Oprócz Karlskrony odwiedziliśmy jeszcze Krainę Dębów, popłynęliśmy na wyspę Aspo, a także zawitaliśmy do dawnej twierdzy w Kristiannopel. Na drugi dzień już samodzielnie eksplorowaliśmy pozostałe zakątki skalistego wybrzeża.
Tekst: Abigail Chyłek i Jacek Kacprzak










~radyjko
sie.. do tego jezdzi na rowerze i tym samym gniecie wszystkie inne...!
~morsk
sasiedzi to my sami haha. Ten drogowskaz stoi po szwedzkiej stronie haha.
dodaj komentarz »wszystkie wątki »