Przejdź do głównej części strony

Samoloty

Click here for calendarClick here for calendar

Liczba osób
przelot w obie strony

Opcje dodatkowe

Map 24

Nowość

Poszukaj planu miasta

Zaplanuj podróż na wakacje

Autokary

Nowość


Logowanie do biletu

Niemcy, Czechy, Polska: Na granicy

W północno-zachodnich Czechach, w pobliżu trójstyku z Niemcami i Polską znajduje się niewielkie, ale za to niezwykle urozmaicone pasmo górskie.

To doskonałe miejsce, by zrelaksować się nieco i odpocząć po ciężkich treningach.
To doskonałe miejsce, by zrelaksować się nieco i odpocząć po ciężkich treningach. /bikeBoard

Granitowe grzbiety gór, wulkaniczne kopy, charakterystyczne góry piaskowcowe i malownicze doliny sprawiają, że krajobraz ten po prostu zniewala. Nie muszę chyba przekonywać, że tak pięknie ukształtowany teren doskonale eksploruje się przy pomocy dwóch kółek. Góry Łużyckie (po stronie niemieckiej nazywane Żytawskimi) nie imponują ani powierzchnią, ani wysokościami szczytów. Są wręcz najmniejszym pasmem w Czechach i Niemczech. Na dużym obszarze charakter rzeźby wskazuje bardziej na pogórze, gdzieniegdzie tylko nabierając zdecydowanie górzystego charakteru. A jednak nawet objeżdżeni wyjadacze MTB poddają się ich niepowtarzalnemu urokowi.

To doskonałe miejsce, by zrelaksować się nieco i odpocząć po ciężkich treningach czy serii trudnych wypraw. Wszystko jest tu jakby w pigułce i w mniejszej skali, serwując maksimum frajdy przy minimalnym wysiłku. Na krótki rekonesans oparty na wyrywkowym zwiedzaniu co ciekawszych miejsc wystarczy nam weekend, natomiast bardziej kompleksowa eksploracja pochłonie więcej czasu. Atrakcji jest bowiem od groma.

Łagodne początki

Na miejsce przybyliśmy nocą i dość długo kręciliśmy się po okolicy szukając hotelu czy schroniska. Ewentualny biwak w terenie nie wchodził w rachubę, gdyż z zachodu nadciągała tęga burza. W świetle jej rozbłysków na krótkie sekundy ukazywały się kontury otaczających nas wzniesień. W takich okolicznościach zupełnie obca nam kraina zamiast atrakcyjnie, przedstawiała się raczej złowrogo i póki co zapał do jazdy lekko podupadł. Gdy w jednej z uśpionych wiosek jakimś cudem udało się nam wreszcie znaleźć dach nad głową, żywioł rozpętał się na całego. Pioruny jeden po drugim rozrywały czerń mroku, a deszcz lał się niczym z cebra. Zastanawiałem się czy planowana wycieczka w ogóle dojdzie do skutku. Tymczasem ranek zupełnie nieoczekiwanie przywitał nas rześkim powietrzem i słoneczną pogodą. To są właśnie uroki lata.

Morale maksymalnie wrosło i zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w stronę niemieckiej granicy, a dokładniej ku najwyższemu szczytowi tych gór. Jest nim położony na granicy Luż (793 m n.p.m.). W pobliże masywu wiódł elegancki, gładki jak stół i rzadko uczęszczany asfalcik, jednak nie skorzystaliśmy z tego zaproszenia. To doskonała opcja dla szosowców, ale nie dla nas. Nie zważając na skutki ulewy, która przeszła nocą, skręciliśmy w leśny dukt. Tędy prowadzi jeden z licznych szlaków (żółty), w które "wyposażono" cały interesujący nas region. Początkowy odcinek (patrząc od strony Jablonne) nie wyróżnia się niczym specjalnym i przypomina bardziej widoki znane z Kaszub aniżeli z "rasowych" gór.

Przyjemne odkrywanie uroków trój-styku.  bikeBoard
Łagodne pagórki porośnięte lasami, a w dolinach zielone łąki kolorowe od polnych kwiatów. Sceneria sielankowa, w sam raz na wycieczkę trekkingiem. Nasze fulle wyraźnie nudzą się na tym etapie wycieczki. Czy w ogóle się przydadzą? Póki co bardziej aniżeli teren i przyroda absorbują nas zabytki, zwłaszcza architektury sakralnej. Zwracają uwagę dobrze zachowane napisy niemieckie na kapliczkach stojących w różnych miejscach, niekiedy nawet z dala od osad ludzkich. W wioskach przykuwa uwagę architektura z typowymi chałupami ryglowymi, mijamy też stare i budzące podziw uzdrowiska, wyczuwa się akcenty wspólne dla innych partii Sudetów. Przy jednym z takich obiektów w pobliżu Marenic spotykamy interesujące konstrukcje hydrotechniczne. W twardych skałach zostały wykute korytarze, którymi skierowano wody potoku. Wejścia do nich są na tyle duże, że spokojnie można by się pokusić o eksplorację tajemniczych tuneli. Ale to raczej w innym niż nasze obuwiu.

Od momentu, gdy szlak zaczyna biegnąć wzdłuż koryta Hamerskiego potoku, tempo akcji znacznie wzrasta. Droga zaczyna przypominać to, co znamy z prawdziwych gór, wreszcie ustępuje miejsca wąskiej ścieżce, która staje się dla nas wyzwaniem. Tutaj rzeczy dzieją się jakby w przyspieszonym tempie, kraina nagle traci swój dotychczasowy łagodny charakter - wystawia szpony. W tym momencie posiadanie endurówek i jako takich umiejętności technicznych wydaje się nieodzowne. Jesteśmy totalnie zaskoczeni takim nagłym zwrotem wydarzeń, nie znaczy oczywiście, że smutni. Wręcz przeciwnie. Starając się utrzymać równowagę na prowadzącej skarpą ścieżynie, musimy jednocześnie walczyć z komplikującymi jazdę korzeniami potężnych świerków i sosen wejmutek.

Otaczający las zasługuje na szczególną uwagę. Drzewostan jest dość urozmaicony, bo - oprócz wspomnianych wcześniej iglaków - spotykamy też gatunki liściaste, głównie buk. W wielu miejscach roślinność jest bardzo bujna. W tym gąszczu zieleni tu i ówdzie wyrastają "żywe" skały, co dodatkowo wzbogaca i tak niebanalny krajobraz. A w dole przez cały czas ryczy wzburzony potok, który kilkakrotnie musimy pokonywać, a w jednym momencie nawet jechać jego dnem. W ciągu kilku chwil z niewinnej wycieczki robi się nam prawdziwa wyprawa! Aby było jeszcze bardziej różnorodnie, przez cały czas towarzyszą nam niezliczone bunkry, o których wcześniej nie wspomniałem. Niektóre z nich są w stanie idealnym, nigdy bowiem nie zostały praktycznie użyte.

Fortyfikacje są dziełem Czechów, którzy ubezpieczali się na wypadek wojny z Niemcami. Ich długość, innowacyjność oraz zagęszczenie przewyższa znacznie wszystkie podobne linie umocnione, które znam z terenów poniemieckich zachodniej Polski. Fortyfikacje i wszelkie tajemnice związane z okresem II wojny światowej to także wspólny dla bodaj całych Sudetów akcent. Kulminacyjnym momentem tego etapu jest kilkumetrowa zapora wodna. To doskonałe miejsce na krótki odpoczynek i sesję fotograficzną z wodospadem w tle. Niedługi, ledwie kilkukilometrowy odcinek wypompował z nas całkiem spore rezerwy energii, zaczęliśmy się więc rozglądać za jakimś barem.

Zapora wodna to doskonałe miejsce na krótki odpoczynek i sesję fotograficzną z wodospadem w tle.
bikeBoard

Ponieważ - jak już zaznaczyłem - Lużyckie Hory są obszarem stosunkowo nierozległym (rozciągają się na długości 29 km, a ich szerokość waha się w części wschodniej pomiędzy 12 a 3,5 km), wycieczki po nich można uskuteczniać bez wożenia większej ilości sprzętu. Infrastruktura turystyczna jest tu dobrze rozwinięta, a odległości między miejscowościami na tyle niewielkie, że transportowanie żywności można sobie zupełnie odpuścić. Wystarczy lekki i mały śpiwór, coś słodkiego do przegryzienia oraz woda w bukłaku. Zresztą ze względu na liczne pensjonaty i inne miejsca noclegowe nawet ze śpiwora można zrezygnować.

Piwna pomoc

Przed wyruszeniem na kulminacyjny wierzchołek pasma postanawiamy poszaleć nieco w jednym z lokali, który - oprócz noclegów - serwuje regionalne jadło i napoje. Szczególnie te drugie cieszą się dużym zainteresowaniem naszej trzyosobowej ekipy. Wspaniały złocisty napój wytwarzany tradycyjnymi metodami w otwartych kadziach fermentacyjnych, świeżutki - niepasteryzowany smakuje zupełnie inaczej aniżeli to, co znamy z półek większości polskich sklepów. Przyjechać do Czech i nie spróbować któregoś z regionalnych specjałów piwnych to tak, jakby nie zobaczyć najwspanialszych zabytków - niektóre receptury są w tym kraju chronione tak jak np. gotyckie budowle. Pamiętam jak pod jednym z czeskich browarów widziałem karetkę, na której napisane było "Pivna pomoc". Taka pomoc właśnie w tym momencie bardzo się nam przydała. Zaraz po obiedzie, już zupełnie na pusto, ruszamy na...

Luž

Na szczyt prowadzi serpentynami ścieżka i jest ona niezwykle łakomym kąskiem dla każdego, kto kocha poczuć wiatr we włosach i szczyptę adrenaliny. To wariant doskonały na zjazd, pedałowania pod górę tym traktem jednak nie polecam. Na szczyt lepiej dotrzeć szerszą i dłuższą, ale za to mniej stromą drogą. Wjazd następuje wówczas od strony niemieckiej. Trzeba sobie uświadomić, że wiele z tutejszych szczytów, w tym i Luž, to dawne kopuły wulkaniczne o wyrazistym stożkowym kształcie i stromych zboczach. Pomimo stosunkowo niedużych wysokości, zdobycie wierzchołka tak ukształtowanej góry na rowerze może okazać się zadaniem niezwykle karkołomnym. Lepiej dobrze zaplanować sobie drogę.

 bikeBoard
Z naszej trójki tylko jednej osobie udało się dotrzeć na samą górę bez podprowadzania, a to głównie za sprawą wyśmienitej szutrowej drogi, w przeciwnym razie stromizna byłaby nie do pokonania. Po osiągnięciu celu szybko przekonaliśmy się, że wart był każdej ilości wylanego potu. Panorama jest po prostu fantastyczna. Ze szczytu otwiera się wspaniały, daleki widok na saksońsko-czeską Szwajcarię z Ještěd, na Góry Izerskie i Karkonosze, aż do Czeskiego Raju. Największe wrażenie wywierają jednak sąsiednie stożki wulkaniczne, które wyrastają "nagle" z niższego na ogół tła.

Podkreślone głębokimi cieniami przedstawiają się jeszcze okazalej niż w środku dnia. Tworzą krajobraz zupełnie inny od tego, co dotychczas widywałem w tej części Europy. Widok ten inspirował niegdyś malarzy romantyzmu, a także poetę C. D. Friedricha. Spędzamy tu dłuższą chwilę, po czym zakręconą na maksa leśną drogą ruszamy do pensjonatu. Generalnie cała okolica najwyższego wzniesienia Gór Łużyckich warta jest większej uwagi. To teren bardzo wartościowy przyrodniczo, uwagę zwracają ciekawe formacje skalne, a także dziwaczny karłowaty las sosnowy. Niestety, ze względu na ograniczony czas, nie mogliśmy wrócić tu nazajutrz.

W stronę trójstyku

Od rana szybko zabraliśmy się do roboty. Plan był taki, aby dotrzeć jak najbliżej granicy z Polską trzymając się możliwie najciekawszych odcinków czesko-niemieckiej granicy. Rejon górskich grzbietów, po których ta linia przebiega, jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny pod względem "akcji", która rozgrywa się na bieżąco pod kołami bików. Teren jest zdecydowanie trudniejszy aniżeli w niższych partiach, ciekawszy przyrodniczo, a przy tym skacze się przez cały czas z jednego państwa do drugiego. Jeśli akurat byłoby coś ciekawego po jednej lub drugiej stronie, właśnie tam powinniśmy pojechać. Niektóre odcinki są naprawdę trudne technicznie, a także wymagają sporej determinacji oraz kondycji.

Od początku fascynowało mnie, że znów jestem w rejonie transgranicznym, który dawniej, w okresie zimnej wojny, był zupełnie niedostępny dla turystów. Obecnie możemy poruszać się nawet po ścieżce, którą przed laty wydeptały wojskowe buty strzegących granic żołnierzy. Jazda granicznym szlakiem powinna w zasadzie przypominać slalom, gdyż przez cały czas po niemieckiej bądź czeskiej stronie pojawiają się miejsca godne poświęcenia uwagi. Za każdym razem trzeba by jednak zjeżdżać kilka kilometrów w dół. Turystę kuszą tam czcigodne zamki, wiele innych historycznych zabytków, fascynujące naturalne kształty - atrakcje geologiczne, interesujące muzea, tradycyjne sztuki rzemiosła (np. związane wyrabianiem szkła dmuchanego) oraz urocze, idylliczne wioski.

Z tego wszystkiego zdążyliśmy zobaczyć przedziwne dziwolągi skalne, które niespodziewanie wyrosły przed kierownicami naszych pojazdów. Tak zresztą zapamiętałem ten leśny odcinek trasy wzdłuż granicy. Jedzie się po zwykłym, zadawałoby się, górzystym terenie, dookoła standardowo drzewa i trochę wystających głazów, aż nagle wyrasta przed człowiekiem jakby całe miasto ze skał. Pomiędzy kolosami wiją się wydeptane ścieżki, niemalże korytarze. Niektóre głazy mają naprawdę zaskakujące formy i kształty, niekiedy jedne leżą na drugich przypominając ogromne grzyby. Po chwili dziwne skupisko znika tak samo szybko jak się pojawiło. Niezwykle urokliwym miejscem jest kurort Oybin położony po niemieckiej stronie. To już Góry Żytawskie. Są one krajobrazowym klejnotem i wymarzonym miejscem do spędzania wolnego czasu w Saksoni. Oybin zasługuje na szczególną uwagę.

Odpoczynek w podróży.
bikeBoard

Znajduje się w dolinie otoczonej przez wianuszek zielonych gór. W samym środku masywu piaskowo-skalnego, który przypomina pszczeli ul, stoi Góra Oybin. Już w 1873 roku miejscowość ta została przyjęta do "Verband sächsischer Sommerfrischen" - Saksońskiego Związku Wczasowego, a w roku 1930 otrzymała oficjalnie miano kurortu. Wówczas jeszcze, żeby dojechać do Oybin, potrzebowano dyliżansów. Ale już w 1890 r. została oddana do użytku kolejka wąskotorowa. ZOJE (Zittau- Oybin- Jonsdorfer Eisenbahn) nazywana jest przez tutejszych "pociągiem bez pośpiechu", ponieważ pokonanie 10 km trasy zajmuje jej prawie godzinę.

Miłośnicy kolejki wąskotorowej znajdą na dworcu Oybin niewielkie muzeum, w którym można dowiedzieć się więcej na temat jej historii. Pociągi wyglądające zupełnie tak samo jak przed dziesięcioleciami kursują z dość dużą częstotliwością po dziś dzień. Jeszcze wysoko w górach słychać gwizd, a potem sapanie wspinającego się parowozu. W okolicy znajdziemy wiele interesujących przyrodniczo i historycznie miejsc, ale dotarcie do niektórych z nich może być bardzo trudne. Niektóre górskie szlaki wymagają doskonałych umiejętności technicznych, choć są i takie, że każdy sobie poradzi. Stąd do granicy z Polską są już przysłowiowe dwa kroki. Tam jednak przywita nas totalny industrial w postaci odkrywkowej kopalni węgla brunatnego "Turów".

Tekst: Daniel Klawczyński

Zdjęcia: Miłosz Kędracki, Daniel Klawczyński

Artykuł pochodzi z miesięcznika bikeBoard.

źródło informacji: Materiał pochodzi z magazynu
bikeBoard

Więcej o:
jazdy,
trzech,
jazda,
rower,
góry,
bikeBoard,
wycieczki rowerowe,
rowerowa wycieczka

Warto zobaczyć

ROWER - warto zobaczyć


Skomentuj artykuł:

Wasze komentarze (7)

Dodaj komentarz

~dD -

Przed "indstrialem" przywitałaby was Sieniawka - fajna wioska, która w tej chwili chyba już nie istnieje. Kiedyś mieszkali tam moi dalecy krewni, ale już nie mieszkają. Było przepięknie - przyroda, okolice, wycieczki do Zittau. Ta kopalnia to przykład na to, jak traktujemy naszą ziemię. Po Czeskiej i Niemieckiej stronie tego nie ma, tam to, jak ta ziemia wygląda ma znaczenie.

~gg -

"deszcz lał się niczym z cebra"...ceDer raczej :) Ale tekst świetny.

~MariuszQ -

Kapitalny artykuł i podpowiedź, gdzie się udać w czasie urlopu.Ja skorzystam.Zabrakło mi tylko jednego...mapki.

~Dolnoślązaczka -

Zgadzam sie - przepiekne tereny Polecam jeszcze strone niemiecką - Stolpen, twierdze Koningstein Naprawde urokliwie! I tak niedaleko (zwłaszcza nam Dolnoslązakom:)

~inna -

Podobne walory turystyczne ma Ziemia Wałbrzyska i tereny graniczące z Czechami,okolice Mieroszowa,Krzeszowa,Lubawki.Cudze chwalicie....