Ciężko było ocenić, czy się polubimy, czy grzecznie rozstaniemy. Przez długi czas, chłodny niestety na zewnątrz, kończyło się na wspólnych przejażdżkach, jednak bez oznak większych emocji. Wystarczyło jednak trochę promieni słonecznych i wyszło szydło z worka.
Efekt wizualny jest wynikiem całościowego spojrzenia projektanta, a nie zestawienia różnych komponentów tylko na papierze przez product managera. Konfiguracja kolorystyczna ramy i komponentów, czyni z miejsca Arte 2.0 o kilka "patyków" droższym.
Rama co prawda nie jest kosmiczną technologią końca obecnej dekady, ale wykonanie i deseń dobrze świadczą o inżynierach Colnago. Arte - czyżby prawdziwa sztuka? Przekroje poprzeczne rur namacalnie nie rażą wymiarami i przyjmują, za wyjątkiem rury podsiodłowej, kształt koniczynki - emblematu włoskiej marki.
Arte 2.0 to kompozyt przedniego trójkąta wykonanego z potrójnie cieniowanego Alu serii 6000 oraz tylnego widelca wykonanego z włókien węglowych, co jest moim zdaniem idealnym w tej klasie cenowej kompromisem między nienaganną sztywnością, a zadowalającym komfortem.
Jak miecz spod Grunwaldu
Znaczną sztywność zapewnia poszerzona przy dolnym łożysku główka, co w niebagatelny sposób daje się odczuć szczególnie przy energicznych sprintach na stojąco. Aluminiowo-węglowy widelec jest prosty i solidny jak miecz spod Grunwaldu.
Nie zwala z nóg jego waga: 630 g - w podobnej klasie spotkaliśmy lżejsze i równie sztywne. Węzły sztycy i suportu to typowy monostay, do którego wbudowano węglowy tył. Dolne rury są zaskakująco wysokie (5-6 cm).
Na całej długości kształtem przypominają spłaszczoną w płaszczyźnie pionowej koniczynę i ekwilibrystycznie wygięto je w S-Stay. Rury górne są wyjątkiem i mają przekrój łezki, a przy spojrzeniu z boku roweru wyginają się niczym napięty łuk. Aluminiowe haki kół zalaminowano w dolnych pro?lach, natomiast w górnych utwierdza je połączenie nitowane/śrubowane.
Geometria Arte 2.0 nieco odbiega od standardu kąty główki (71,8o) i sztycy (73,7o) idą nieco w stronę wartości współczesnych hardtaili MTB. Przy częstych przesiadkach z MTB może to być zaleta.
Wyczynowe szosy mają bardziej strome kąty, a często podsiodłowy jest bardziej spokojny niż główki, a mimo to nadal przynajmniej tak stromy jak ten w Arte 2.0. Nisko zawieszony suport i płaski kąt nie czynią Colnago mułowatym, ale przewidywalnym.
Komfort podczas jazdy
Manewry kierownicą przy dużej szybkości nie wywołują zimnych potów . Bardzo dobrze prowadzi się w szybkich, długich wirażach pokonywanych na wysokiej prędkości. Dzięki krótkiemu tyłowi wchodzenie w ciaśniejsze agrak i ich pokonywanie nie stanowiło najmniejszego problemu - wystarczył tylko zdecydowany pochył roweru.
Ryzykowne zjazdy między samochodami na podwójnej ciągłej po nowej nawierzchni Przełęczy Kubalonka przy prędkości ponad 75 km/h były prawdziwą przyjemnością. Przejście z łagodnych łuków w ostre nawrotki, nawet przy znacznej prędkości, nie były samobójcze.
Jest to tym istotniejsze, że skuteczność hamulców przy tej prędkości była loterią. Na suchej nawierzchni opony CST trzymały pewnie, jednak niespodziewany uślizg przy niewielkiej prędkości na nieznacznie wilgotnej nawierzchni kazał zachować ograniczone wobec nich zaufanie.
Krótki tył i offset sztycy przenosiły ciężar ciała nad tylne koło. Szczególne przy górnym chwycie pokonywanie podjazdów jest zdecydowanie wygodniejsze na niższej kadencji. Nagłe wyjścia z siodła i przyspieszenia na stojąco są wygodne, ale zdecydowanie bardziej na płaskim.
Pod górę ten sam manewr ogranicza masa kół - to tylko taka wymówka, gdy się za dużo imprezuje. I tu wychodzi kolejna zaleta Arte 2.0 - kompaktowa korba. W ubiegłym roku na najdłuższym dystansie Pętli Beskidzkiej dałem radę klasycznym zestawem korby i kasetą 11-23. Tym razem po "wybiciu korków" piałem peany dla 34-50 wraz z 11-25. Cóż, starość nie radość.
Colgano Arte 2.0 wpisuje się w nurt przystępnych rowerów szosowych dla trenującego amatora (szerzej na ten temat w bB 7/2009). Nie przytłacza swoim bogactwem i nie powala niską wagą. Jednak na długich treningach odwdzięczy się niezawodną pracą i wygodną jazdą, a przy tym ubytki i konieczne wymiany nie wypłuczą portfela z kasy równie skutecznie jak upał sodu z organizmu. A najważniejsze, że gdy nodze dajemy odpocząć, to oczy wciąż mogą podziwiać - ta "szosa" wygląda jak dzieło sztuki.
Tekst: Jarek Hałas










Twój komentarz może być pierwszy!