
Wielu turystów zamiast jechać do hałaśliwych kurortów, woli spędzać urlopy właśnie w ten sposób. Od kilku lat trwa w Polsce prawdziwy agroturystyczny boom. Czym przyciąga polska wieś? Spokojem, rodzinną atmosferą i niezbyt wygórowaną ceną, która w większości przypadków kształtuje się w granicach od 25 do kilkudziesięciu złotych za dzień pobytu. Dla wielu gospodarstw, szczególnie w mniej zamożnych gminach, dwa letnie miesiące to okazja do podreperowania domowego budżetu.
Aby sprostać rosnącym wymaganiom "mieszczuchów", właściciele prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej atrakcyjnej oferty. I nie robią tego po amatorsku. Zakładają stowarzyszenia, uczestniczą w kursach organizowanych przez gminy i ośrodki doradztwa rolniczego. Agroturystykę mogą nawet studiować. Ten kierunek kształcenia oferuje m.in. Akademia Rolnicza w Lublinie i Wyższa Szkoła Hotelarstwa, Gastronomii i Turystyki w Warszawie.
"Dla zmęczonych cywilizacją"
Tak reklamuje się jedno z gospodarstw położonych w Brzostowie nad Biebrzą. Nie bez powodu...
- Tutaj po prostu jest cisza - mówi Halina Mocarska, właścicielka. - W okolicy jest dużo ptaków, dlatego mamy własną wieżę widokową do obserwacji ornitologicznych. Oprócz tego w gospodarstwie są krowy, świnie, cielaki. Wielu ludzi przyjeżdża z dziećmi, które chcą, niekiedy po raz pierwszy w życiu, zobaczyć zwierzęta - dodaje.
Wszystko zaczęło się cztery lata temu od wizyty znajomych ze Śląska. Ci polecili gospodarstwo następnym, a oni - kolejnym osobom. Gdy ruszył ten "łańcuszek", pani Halina wpadła na pomysł, aby zająć się agroturystyką. Za jej przykładem poszło kilku sąsiadów. Teraz nadbiebrzańską krainę odwiedzają mieszkańcy nie tylko pobliskiej Łomży, ale m.in. Poznania i Warszawy.
Kawa z kotem
Atrakcją jednego z gospodarstw w Beskidzie Niskim jest poranna kawa, którą można wypić z kotem na kolanach.
Daniele, kozy, owce kameruńskie, bażanty, lamy, sarnę, kangura i wielbłąda spotkamy natomiast w gospodarstwie przy stadninie koni w Maszkowie niedaleko Koszalina. A oprócz tego - możemy poczuć się jak indiański wódz - po konnej przejażdżce przez sosnowe lasy, zapalić ognisko w... wigwamie.
- Zwierzęta to nasze prywatne hobby. Do tej pory zajmowaliśmy się hodowlą, a dopiero rok temu otwarliśmy bramę dla gości - opowiada właścicielka gospodarstwa, w którym jest 8 miejsc noclegowych. Zdarzało się, że z braku wolnych pokoi musiała odmawiać.
- Nie mamy ziemi uprawnej, więc nasi goście na pewno nie będą pielić grządek. Nauczą się za to jeździectwa, a najmłodsi zobaczą z bliska egzotycznych mieszkańców stadniny, których zakupiliśmy z ogrodu zoologicznego i prywatnych hodowli. Wielbłąd ma dopiero rok i uwielbia kontakt z ludźmi - mówi.
Jej zdaniem, do promocji gospodarstwa nie wystarczy "poczta pantoflowa", bo wtedy informacje rozchodzą się zbyt wolno. Dlatego stawia na profesjonalną reklamę, m.in. przez internet.
Zniżka za pracę
Szacuje się, że w naszym kraju działa od 15 do 30 tys. gospodarstw agroturystycznych. Chociaż ich liczba stale rośnie, zainteresowanych tą formą wypoczynku wciąż jest więcej niż wolnych miejsc.
- Żeby zaspokoić potrzeby wszystkich klientów, należałoby zwiększyć tą liczbę do ok. 100 tys. - uważa Stanisław Jan Jarzyna, prezes Polskiej Izby Agroturystyki.
Na czym polega różnica między agroturystyką w wydaniu polskim a zachodnim? W Polsce właściciele gospodarstw często nie uprawiają ziemi, tylko zapewniają turystom atrakcje w rodzaju pieczenia chleba czy lepienia glinianych garnków. Sporadycznie tworzą także grupy gospodarstw, które współpracują ze sobą. Tymczasem, gdy ktoś zadba o budowę wyciągu, a inny otworzy w okolicy regionalną karczmę, jest szansa, że miejscowość odwiedzi więcej osób. Na zachodzie rodzina, która spędza wakacje u rolnika może popracować w polu i za to... otrzymać dużą zniżkę przy opłacie za pobyt.
Bez ustawy jest bałagan
- W Niemczech, Belgii czy Austrii agroturystyka jest ważnym źródłem dochodu narodowego, a przede wszystkim - markowym, znanym w całym kraju produktem. Francuskie przepisy mówią, że gospodarz, który chce oferować usługi agroturystyczne, musi mieć własną winnicę i minimum 3 hektary gruntu. "Mieszczuchy", które do niego przyjadą, na co dzień pracujące przed komputerem mogą np. pomóc przy zbiorze winogron. U nas wciąż brakuje usystematyzowania, co jest gospodarstwem agroturystycznym, a co nie jest, a przede wszystkim ustawy, która, podobnie jak w innych krajach, porządkowałaby kwestie prawne związane z taką działalnością - wyjaśnia prezes PIA. Podkreśla, że pomimo, iż rolnicy praktycznie wcale nie mogą liczyć na pomoc finansową państwa, ci, którzy mają odpowiednie podejście do klienta, jakoś sobie radzą. Rozumieją, że tworzą dla siebie samych miejsca pracy.
Joanna Dolna
Sprawdź: Oferty pracy Kraków, Praca Warszawa, Praca Wrocław, Praca Marketing









~aneta
jak za starych dobrych czasow
~Ola
Od trzech lat wyjeżdżając na urlop, korzystam z usług gospodarstw agroturystycznych lub zwykłych ...
~anik
wypoczynku jest super,sama jeżdże z całą rodzina,
~hanus
od3 lat jeżdzimy całą rodzina na agrowczasy,jest cudownie,cisza,spokój,i cudowni kudzie,tego urok...
~Król Lasu
nazwa nie odpowiada prawdziwemu swemu znaczeniu. Agroturystyka to wynajmowanie pokoi w gospodarst...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »