Przejd� do g��wnej cz�ci strony

Samoloty

Click here for calendarClick here for calendar

Liczba osób
przelot w obie strony

Opcje dodatkowe

Map 24

Nowość

Poszukaj planu miasta

Zaplanuj podróż na wakacje

Autokary

Nowość


Logowanie do biletu

Pozdrowienia z frontu

Grupy rekonstrukcji historycznych to - mniej lub bardziej formalne, zrzeszenia pasjonatów dawnych dziejów. Ich uczestnicy z pietyzmem odtwarzają minione zdarzenia, a dzięki wielkiej pasji z jaką się temu oddają, poznawanie historii zyskuje zupełnie nowy wymiar.

Członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Parasol". fot. Agnieszka Kantaruk
Członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Parasol". fot. Agnieszka Kantaruk /Modny Kraków

Na początku byli średniowieczni mieszkańcy Polski: wodzowie prasłowiańskich plemion, wojowie, rzemieślnicy, mieszkańcy wiosek. Później także rycerze o skomplikowanym uzbrojeniu, damy dworu w pięknych szatach i inni zamkowi mieszkańcy. Postacie te, gdziekolwiek się pojawiły, wzbudzały zainteresowanie i zachwyt. Każdy chciał mieć zdjęcie z takim bohaterem, przymierzyć szyszak czy potrzymać miecz - choćby przez chwilę.

- To popularyzacja zagadnień historycznych, oceniam ją znakomicie - Władysław Radwański, historyk, wystawia cenzurkę stowarzyszeniom odtwarzającym dawne dzieje Polski. Dziś już trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek piknik czy festyn edukacyjny obył się bez ich obecności. Zaś od kilku dobrych lat tematem podejmowanym przez pasjonatów dawnych dziejów jest nie tylko historia najdawniejsza, ale i współczesna: znacznie mniej barwna, nieprzyjazna, niekiedy będąca bolesnym wspomnieniem. O wiele trudniejsza do przedstawienia publiczności w konwencji, która zostanie zaakceptowana i przede wszystkim zrozumiana.

Prawdziwa bitwa

Profesjonalnych Grup Rekonstrukcji Historycznych jest w Polsce kilkadziesiąt i liczba ta wciąż wzrasta. Są to w większości oficjalne stowarzyszenia lub nieformalne zrzeszenia osób, które ze swojego hobby uczyniły ogólnodostępną wartość. - W czasach, kiedy dzieci i młodzież niechętnie sięgają po lekturę, a zwłaszcza związaną z trudną tematyką wojny, okupacji - praca tych państwa jest nieocenioną pomocą w zakresie edukacji.

Młodzież mogąc zobaczyć "prawdziwych" żołnierzy, żywego człowieka w tej roli, odbiera prezentowane zagadnienia zupełnie inaczej, wyraża względem nich zainteresowanie. Przestają być one wtedy tylko suchym faktem, który trzeba wykuć na pamięć - nie szczędzi dobrych słów Radwański. Rzeczywiście, inscenizacje przygotowywane przez Grupy Rekonstrukcji Historycznych trudno zapomnieć, zostają w pamięci na długo, niczym dobre przedstawienie. Niekiedy to prawdziwe bitwy, duże, plenerowe spektakle bliskie teatralnym. Nie sposób nawet mówić o ich umowności: wyglądają zupełnie tak, jakby działy się naprawdę. W zależności od tego jakie wydarzenie przedstawiają, biorą w nich udział konie, samochody, czołgi, inne pojazdy bojowe, broń, mundury, a także zabici i ranni.

Oczywiście nikt nie doznaje tutaj uszczerbku na zdrowiu, ale odgrywane sceny tchną realizmem. Widzowie, którzy się im przyglądają rozemocjonowani kibicują Polakom, gdy ci toczą na ich oczach bój z Niemcami. Finał takiej akcji pozwala przewidzieć wiedza historyczna - niespodzianek nie ma: inscenizacja zawsze kończy się tak, jak miało to miejsce w rzeczywistości. Ile osób sięgnie po dodatkową literaturę po takim spektaklu trudno przewidzieć, ale cel popularyzatorski już na tym etapie zostaje osiągnięty.

Chłopcy od "Parasola"


Modny Kraków

Kim są ludzie zajmujący się tą osobliwą, niełatwą, a pożyteczną dziedziną? - Jesteśmy z Warszawy, działamy od 2005 roku, grupa ma za zadanie kultywowanie i odtwarzanie Powstańczego Batalionu Parasol - mówi Robert Stachyra z Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Parasol". - Robimy to poprzez odtwarzanie umundurowania, replik broni i innego wyposażenia. Oprócz tego współpracujemy z całym środowiskiem Batalionu Parasol, wspomagamy ich w realizacji różnych zadań: organizowanie rocznic, pomoc kombatantom w codziennych zajęciach, transporcie - dodaje.

Ich praca ma bardzo istotny wymiar właśnie przez wzgląd na weteranów wojennych, uczestników prawdziwych walk, którzy doceniają podtrzymywanie pamięci o zdarzeniach z 1944 roku. - Obecnie z żołnierzy Batalionu żyje jeszcze około 70 osób, najstarszy pan ma około 100 lat - mówi Stachyra. Świadkowie zdarzeń, ich bezpośredni uczestnicy wspomagają członków stowarzyszenia w odtwarzaniu minionych zdarzeń, podpowiadają, inspirują.

- Nasze stowarzyszenie liczy około 30 członków, jest podzielone na sekcje: mundurową i cywilną, ta druga pomaga nam w różnych sprawach na przykład dokumentacji, fotografowania - opisuje Robert Stachyra. Pierwsi członkowie rekrutowali się zaś z dawnego zespołu drużyny harcerskiej, której patronem był Batalion Parasol. Dziś to w większości ludzie w sile wieku, choć i wielu młodych chętnie przyłącza się do działania.

Mundury, broń i gazety z czasów wojny

Aby uzyskać możliwie jak największe podobieństwo do pierwowzorów członkowie stowarzyszeń muszą się wyposażyć w potrzebny do tego sprzęt: umundurowanie i jego dodatkowe elementy, obuwie, repliki broni, wyposażenie obozu, a nawet detale takie jak gazety czy inne druki z czasów wojny. W tej chwili rynek wyrobu i sprzedaży takich akcesoriów jest już w Polsce dobrze rozwinięty. Istnieją i znakomicie prosperują wyspecjalizowane firmy, w których bez problemu można kupić lub zamówić elementy umundurowania czy replik uzbrojenia. Są pośród nich rzecz jasna lepsze i gorsze, mniej lub bardziej precyzyjnie odtworzone.

- Jeśli komuś zależy, a przede wszystkim jeśli go na to stać, wówczas może zamówić repliki broni, które dla niewprawnego oka w ogóle nie są możliwe do odróżnienia od oryginałów - ocenia Robert Stachyra. Dodatkowo wcale nie trzeba szukać ich dostawców daleko: Polska i Czechy stanowią w tej chwili najbardziej rozwinięty rynek w Europie, jeśli chodzi o rekonstrukcje historyczne. Jest więc wielu producentów, którzy nie tylko zaopatrują polskie Grupy, ale też eksportują liczne elementy i akcesoria dla pasjonatów na całym świecie. Należy zaznaczyć, że owi wytwórcy to jedyne ogniwo zarobkowania w tej branży.

- Trzeba powiedzieć wyraźnie, że to co robimy, to nie jest nasz zawód, to jest nasze hobby. Sami finansujemy całe posiadane wyposażenie, a samo umundurowanie to koszt około 1500 zł, w wersji najtańszej, bo przykładowo same oryginalne szelki mogą kosztować te półtora tysiąca - podsumowuje Robert Stachyra. Nowi członkowie stowarzyszeń zwykle zaczynają od wersji podstawowej, ale wraz z pogłębianiem się pasji wydatków przybywa. Jest obciążenie dla portfela, ale i mnóstwo satysfakcji, gdy publiczność komplementuje kunszt inscenizacji czy też elementy umundurowania z wyraźnym uznaniem.

źródło informacji: Modny Kraków

Więcej o:
to,
pozdrowienia

Warto zobaczyć


Skomentuj artykuł:

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

~R-D-K -

na terenie ŚLĄSKA? Byłym zainteresowany odtwarzaniem piechoty Armii Czerwonej.