Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Alanya - urlopowy raj na ziemi

Przed kilkoma tygodniami odwiedziliśmy Bodrum na wybrzeżu egejskim. Obiecaliśmy wówczas - dla porównania - odwiedziny kurortu na tzw. Riwierze Tureckiej. Nasz wybór padł na Alanyę.

Alanya - urlopowy raj na ziemi
© Panthermedia

Dlaczego? Bo ma - naprawdę jako jedna z nielicznych - piaszczystą plażę, bo jest tu co zwiedzać, gdzie robić zakupy albo dobrze zjeść. Słowem, Alanya oferuje wszystko, czego potrzebuje wczasowicz, żeby dobrze czuć się na wakacjach.

Kiedy po dwugodzinnej podróży z lotniska w Antalyi dojeżdżamy na miejsce, pierwszym widokiem zbliżającej się Alanyi jest wysoka góra na brzegu. To znak rozpoznawczy najstarszego tureckiego kurortu.

A na jej szczycie, jeśli dobrze się przyjrzymy, szczerzą zęby długie mury starej twierdzy. I patrząc na tę niemal wiszącą nad brzegiem górę już od pierwszej chwili wiemy, gdzie musimy pójść, jeśli znudzi się nam plażowanie.

To jest jak jakieś wyzwanie, któremu nie będziemy mogli się oprzeć. Wyniosłe wzgórze przecina plaże Alanyi na pół. Po jednej stronie mamy długą, szeroką, dobrze zagospodarowaną plażę Kleopatry.

Miasto się nią szczyci, bo nie ma tu typowego dla Turcji żwiru, tylko piasek. Jednak kilkuminutowy spacer brzegiem daje się stopom we znaki. Piasek jest bardzo gruby, a od maja do października niesamowicie nagrzany.

Przymusowa akupresura kończy się bolesnym peelingiem. Warto mieć na nogach plażowe obuwie. Góra przyciąga wzrok z jakąś magnetyczną siłą. Trudno oderwać od niej oczy. Jednak w upalny dzień odradzam wspinaczkę stromymi uliczkami.

Prawdziwy smak Alanyi poznamy na okolicznych bazarach.
© Panthermedia

Podróż tam odbyć autem, a z powrotem - pieszo. Żółte taksówki widać z daleka. Stoją i od strony plaży Kleopatry na placyku niedaleko jaskini Damlatas, i od strony portu. Ceny początkowo wygórowane, ale można utargować przyzwoity poziom.

Taksówką po cudny pejzaż

Trzeba tylko ustalić z góry, dokąd zostaniemy zawiezieni. Bo twierdza rozciąga się na trzech poziomach i jest bardzo rozległa. Kierowca może opuścić cenę, ale zawieźć nas tak w pół drogi. Kto lubi stare mury i ma bujną wyobraźnię, będzie w siódmym niebie, Inni powinni zaliczyć tę wycieczkę dla widoków. Są niepowtarzalne i oszałamiające.

Tak, warto tu się wdrapać tylko z tego powodu. Turkusowo-szafirowe morze, plaża jak mrowisko... Z góry dobrze też widać jak rozległym miastem jest Alanya. Jednak część turystyczna wydaje się niewielka.

Co prawda bardzo długa, ale wąska. Rozciąga się od brzegu do głównej ulicy, może jeszcze 200-300 metrów w głąb. Dalej zaczyna się miasto tubylców. Z licznymi meczetami, tańszymi sklepikami i knajpkami, gdzie za niewygórowaną cenę, choć w prostych warunkach, można zjeść kebaba swojego życia i popić prawdziwą herbatą jabłkową, a nie z saszetki.

Knajpki wokół portu i w przecznicach głównej ulicy oraz tzw. bazaru są bardziej eleganckie, ale bez charakteru. Zdecydowanie pod średni gust szwedzko-holendersko-niemiecko-angielski. Różnią się tylko tym, jaką transmisję meczu piłkarskiego nadają wieczorem na gigantycznym ekranie.

Ani ceny, ani jakość menu nie nadają się specjalnie do polecenia. Z jednym wyjątkiem. To Red Tower Brewery, czyli browar koło liczącej tysiąc lat Czerwonej Wieży. Beczkowe piwo tu warzone nie jest tanie, ale przecież Turcja - jako kraj muzułmański - taniego alkoholu nie ma wcale.

Za to jego smak wynagrodzi wydatek. Gratis dostaniemy piękny widok z ogródka na port i zatokę. Można się tam rozmarzyć, oj można. Życie Alanyi tętni do późnej nocy. Setki, jeśli nie tysiące sklepików oferują nie zawsze tanie podróbki markowych towarów: od koszulek Barcelony, Milanu czy Madrytu, przez okulary, na torebkach dyktatorów mody skończywszy.

Trening z... negocjacji

Targować się nie tylko wypada, ale trzeba. Latem część targowiska informuje o stałych cenach, ale takie sklepy lepiej omijać. Chyba, że trafimy na naprawdę markowy, bo i takie się zdarzają (tam często nie tylko dostaniemy lepszą cenę, kupując więcej rzeczy, ale też zostaniemy poczęstowani deserem i napojami).

Kiedy odwiedzić Alanyę? Od wiosny do jesieni każda pora jest dobra.

Wiosną (w końcu kwietnia bywa tu już gorąco) jest pusto, ceny niższe, ale woda w morzu chłodna. Za to na drzewach dojrzewają pomarańcze. Latem tłum nieprzebrany, ceny wyższe, woda bardzo ciepła a atmosfera żywsza.

No i unikniemy zaczepek sklepikarzy, bo ludzi na ulicy za dużo. Więc może jesień? Ceny wracają do rozsądnego poziomu, a gdy u nas szarówka, tu wciąż jeszcze lato.

Monika Rawska

32/2011

źródło informacji: Świat i Ludzie

Więcej o:
riwiera

Dodatki

temp: / °C ciśnienie: hPa,



Informacje dodatkowe