Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Jak to jest z tymi Francuzami?

Francja. Wyspa uprzejmości na oceanie światowego schamienia czy oaza ksenofobi na pustyni tolerancji? Wszyscy, którzy tam byli, wiedzą, że Francuzi nie wchodzą w mezalianse, których potem trzeba by się było wstydzić na francuskojęzycznych planetach, które przecież mogą zostać odkryte lada chwila.

Fot. Andrzej Mirek
Fot. Andrzej Mirek /Góry - górski magazyn sportowy

Francuzi ciągle wierzą, że to niemożliwe, aby inne cywilizacje poszły tym samym mylnym tropem i angielski mógłby być językiem uniwersalnym w całym wszechświecie. Czy to stąd bierze się zrozumiały dystans omyłkowo brany za zadzieranie nosa? O tym poniżej.

Uprzejmość dla zaawansowanych (piąty stopień uprzejmości)

Uprzejmość francuska jest nieporównywalna z żadną inną do tej pory odkrytą. Francuz zapytany o coś po angielsku odpowiada bardzo grzecznie po francusku, zdając sobie przecież sprawę, że angielski już znamy, a francuskiego chcielibyśmy się nauczyć. Francuzi odwiedzający Rodellar (ten w Hiszpanii) również witali się z nami w swoim języku.

Zrazu myślałem, że skoro nadal przeliczają euro na franki, to pewnie nie zauważyli faktu przekroczenia nieodległej granicy, ale potem zrozumiałem, że przecież mają tak blisko, że nie opłaca im się przestawiać przy każdym przekroczeniu tejże. My na wszelki wypadek odpowiadaliśmy - hola, a nie cześć, bo imperialistyczne aspiracje ani były nam w głowie.

Witanie się z zupełnie obcymi ludźmi, choć umytymi i pachnącymi to osobliwy, ale miły zwyczaj. Odnotowałem też inne opinie - "ja tam nie chciałbym, żeby w Warszawie obcy ludzie mówili mi na ulicy dzień dobry" - skomentował Piotras po kolejnym "bonjour" usłyszanym od pierwszej i prawdopodobnie ostatni raz w życiu widzianej osoby. Obawa ta jest o tyle zrozumiała, że w Polsce po grzecznym "dzień dobry" zazwyczaj usłyszymy prośbę o dorzucenie brakujących pięćdziesięciu groszy do zupełnie niefrancuskiego wina.

Pozornie zwykła czynność, jaką jest zakup głupiej bagietki, wymaga znajomości etykiety. Jeśli wybieracie się do Francji, to w ramach przygotowania polecam dokładniejszą lekturkę poniższego fragmentu. Na początek witamy się tradycyjnie i stosownie do pory dnia, w odpowiedzi słyszymy to samo.

Jak na razie wszystko zmierza ku integracyjnemu sukcesowi i reaktywacji trójkąta weimarskiego. Grzecznie prosimy uśmiechniętą obsługę o bagietkę, dostajemy ją wraz z dobrym słowem i dziękujemy - merci.

Zadowoleni z udanego dialogu tracimy czujność, żegnamy się, wychodzimy ze sklepu, w myślach ciesząc się rychłą wymienialnością naszego sera na francuski po korzystnym kursie, by w drzwiach usłyszeć wypowiedziany z wyrzutem ostatni stopień uprzejmości, czyli haniebnie przez nas zaniedbany zwrot - życzenie dobrego dnia lub wieczora, czyli "bonne journee" lub "bonne soiree". Miało być tak pięknie, już poczuliśmy się prawie zaakceptowani, prawie trójkolorowi, a tu takie faux pass.

I to na nic, że pachniemy po francusku, na nic zdało się to, że rozpracowaliśmy skomplikowaną klasyfikację win z Bordoux, a rozbudowana historia francuskiego ruchu oporu nie stanowi dla nas tajemnicy. Ten jeden jedyny błąd pogrążył nas ostatecznie.

Może dlatego, że wtedy jeszcze nie mieliśmy pewności co do tego, że bardziej uprzejmym niż Francuz być się nie da, tak samo jak bardziej punktualnym niż Szwajcar - to aksjomat. Nie z koloru skóry, nie z religii, ale z uprzejmości Francuzi stworzyli granicę, przez którą nie wedrze się nic, co nie jest do szpiku kości trójkolorowe i nie artykułuje gardłowego, niewibrującego "r".

Tylko szpitale psychiatryczne pełne są Napoleonów przekonanych, że im się to udało.

Andrzej Mirek

źródło informacji: Góry - górski magazyn sportowy

Więcej o:
francuz,
francuzi,
obyczaje,
wyprawa,
kultura

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: 17/24 °C ciśnienie: 999 hPa, rośnie

  • JUTRO 21/29 °C
  • POJUTRZE 20/30 °C
  • więcej »


Informacje dodatkowe