Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Urlop w krainie wiecznej wiosny

Na mapach w dużej skali to zaledwie kropeczka na Oceanie Atlantyckim 1000 km na zachód od Portugalii. Jej powierzchnia jest niespełna 2 razy większa od Warszawy. Ale jaka to kropeczka! Bardzo łagodny klimat Madery sprawia, że dojrzewają tu banany, uprawia się trzcinę cukrową i winorośl. Egzotyczne kwiaty kwitną cały rok. Turyści pokochali tę krainę wiecznej zieleni, mimo że próżno tu szukać plaż. Tu podziwia się naturalny surowy krajobraz.

Wybrzeże Funchal.
Wybrzeże Funchal. /REPORTER

Jeszcze niedawno słysząc o maderze (z małej litery), myśleliśmy o niezwykłym portugalskim winie wzmacnianym alkoholem etylowym. Dzisiaj Madera (ta z dużej litery) to przede wszystkim cel turystycznych wypadów przez okrągły rok.

Klimat tej atlantyckiej wyspy sprawia, że przez 12 miesięcy panuje tam wiosna. Nigdy nie jest bardzo ciepło, co wyraźnie odróżnia Maderę od położonych tylko 400 km na południe Wysp Kanaryjskich. Nigdy też nie jest zimno. Cały rok 20-25 stopni. Madera stała się modna zaledwie kilkanaście lat temu. Cóż zwróciło na nią oczy europejskich, zwłaszcza angielskich i niemieckich turystów? Bliskość, bajeczny klimat, niewygórowana cena i niesamowity krajobraz.

Przez te 10-15 lat wiele się jednak zmieniło. Wakacje na Maderze już takie tanie nie są (choć dla wczasowiczów z Zachodu to nadal jeden z tańszych kierunków na zimowy wypad), a w dzikim krajobrazie, gdzie góry spływają stromymi skalistymi kaskadami do oceanu, wyrosło sporo hoteli. Najlepsze z nich dosłownie wiszą na kamiennych klifach. I, oczywiście, widok z nich zapiera dech w piersiach.

Jeden z nich, reklamujący się widokiem najpiękniejszym stoi wysoko nad stolicą wyspy, Funchal. I rzeczywiście z jego tarasów widzimy nie tylko fale tłukące się o skały wybrzeża daleko w dole, ale przede wszystkim wyjątkowy widok na stolicę z góry. Największe wrażenie robi po zmroku, gdy miasto płonie pod nami tysiącami świateł. Czujemy się wtedy jak Guliwer w krainie liliputów. Coś niewyobrażalnie pięknego.

Ale przecież to właśnie dla widoków ściągają tutaj turyści, a nie plaż. Bo tych, można śmiało powiedzieć, nie ma. To pewnie najważniejszy powód dość późnego zainteresowania Maderą ze strony biur podróży i wielkich sieci hoteli. Ale same widoki są wystarczającym magnesem. Zielone przez cały rok zbocza, groźne strome skały na brzegach, żyzne doliny. A między nimi pnące się i opadające nagle na złamanie karku serpentyny. Jeśli ktoś ma lęk wysokości, nie powinien wypożyczać samochodu, bo podróż odchoruje.

I chociaż Madera nie jest rozległa, da się ją objechać w jeden dzień, to kierowca będzie po takiej wycieczce wyczerpany i fizycznie, i psychicznie. Chyba, że po górach jeździ na co dzień. Mimo to samochodową wyprawę przez góry polecam. Bez niej wakacje robią się standardowo nudne: hotelowy basen, może wypad do Funchal i... koniec. Funchal oczywiście warto zobaczyć. To gwarne i żywe w okolicach portu, ale dość leniwe i prowincjonalne poza centrum miasto rybackie jest... bardzo przyjemne w obcowaniu.

Jedno z tych miejsc, gdzie człowiek szybko czuje się dobrze. Jakby żył tu zawsze. Nazwę stolica zawdzięcza rosnącemu na wyspie koprowi (portugal. funcho).


Nie widać tu portugalskiego kryzysu ekonomicznego, tak jak kilka lat temu nie było widać napędzonej kredytami i piłkarskim Euro 2004 koniunktury.

Funchal żyje własnym życiem we własnym rytmie. I tak od wieków, od odkrycia wyspy dla portugalskiej korony w 1421 roku. Wszak do Lizbony jest stąd w linii prostej ok. 1100 km. Wystarczająco daleko, by zachować odrębność i specjalnie metropolią się nie przejmować. W Funchal do zwiedzania za wiele nie ma, choć nieco zaniedbane uliczki starej części mają urok i zapraszają do romantycznych spacerów. Na pewno warto zobaczyć willę Quinta Bettencourt. Zimę 1930 na 1931 rok spędził w niej marszałek Józef Piłsudski.

Położony u stóp płaskowyżu Paul da Serra malowniczy kurort Porto Moniz z kąpieliskiem w naturalnych skalnych basenach z morską wodą.
© Panthermedia

Na koniec wróćmy jeszcze do wina. Madera ma długą tradycję. Produkuje się ją od ponad 300 lat. Wczesna pora zbiorów (drugi tydzień sierpnia) i wzmacnianie alkoholem sprawiają, że jest winem długowiecznym. Roczniki pamiętające wojny napoleońskie (a więc dwustuletnie!) nie tylko nadają się do picia, ale smakują wybornie. Kosztują też, niestety, wyjątkowo.

Ale spokojnie, za kilka euro też można kupić butelkę poczciwego trunku. Co prawda po powrocie do Polski nie smakuje już tak jak tam, ale jak ożywia wspomnienia pięknych wakacji.

Monika Rawska

Świat i Ludzie 03/3012

źródło informacji: Świat i Ludzie

Więcej o:
kraina,
wiosna,
urlop,
Portugalia,
wyspa,
wino,
wakacje

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: / °C ciśnienie: hPa,



Informacje dodatkowe