Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

"O dwóch takich... Teraz Andy"

"Dzisiejszy dzień obudził nas wspaniałą pogodą. Aconcagua jest pięknie odsłonięta. To dzień przeznaczony na odpoczynek i aklimatyzację na tak dużej wysokości. Skupiamy się głównie na spożywaniu wysokokalorycznych liofilizowanych potraw oraz piciu dużej ilości wody." Przeczytaj fragment książki "O dwóch takich... Teraz Andy".

"O dwóch takich... Teraz Andy"
materiały prasowe

Wodę i herbatę trzeba wzbogacać witaminami, bo dostępna w bazie woda pochodzi z lodowca: nie ma w niej więc żadnych minerałów. Picie takiej wody jeszcze bardziej osłabia. W bazie Plaza de Mulas widać w niedużej odległości śnieg. Tu, gdzie jest baza i gdzie są rozstawione namioty, jest jednak pełno kamieni. Od dawna nie ma już żadnej roślinności. Tylko skały, kamienie i w oddali śnieg.

W Plaza de Mulas stoi m.in. mały namiot, w którym można skorzystać z internetu (jest laptop do dyspozycji, albo - jeśli się ma swój - to można podpiąć się przez kabel do sieci). Podłączyłem swój komputer, chcąc wysłać wiadomości do Polski. Jak zwykle budziło to zdumienie, jak ja, osoba niewidoma, korzystam z internetu. To jest możliwe dlatego, że mój komputer "mówi" (dzięki zainstalowanemu specjalnemu syntezatorowi mowy).

W dodatku robi to bardzo szybko (w tempie 850 słów na minutę!), dlatego że gdyby mówił w normalnym tempie, to uzyskanie przeze mnie informacji trwałoby bardzo długo. Osoba widząca patrzy na ekran i od razu wszystko ogarnia wzrokiem. Mnie musi wszystko przeczytać komputer, i stąd konieczność takiego tempa. Arek, Bogdan i Piotrek, słysząc taką syntetyczną, przyspieszoną mowę, żartowali, że znajduję się chyba w wojskowym centrum dowodzenia, a rakiety z Argentyny do Polski zostały już odpalone i nie mamy dokąd wracać? Rzeczywiście, przyspieszona mowa syntetyczna mojego komputera brzmi trochę jak z filmu science-fiction.

Jutro wyruszamy do obozu Nido de Condores (5600 m n.p.m). Cały czas chodzi o naszą aklimatyzację przed atakiem szczytowym. Żyję nadzieją, iż kolejne odcinki, mimo dość sporych różnic wysokości, okażą się dla mnie łatwiejsze terenowo, co pozwoli mi wchodzić w rytmie.

Czujemy się dobrze, i oby tak było do samego szczytu! Wczorajszy dzień pokazał jednak, że nie będzie łatwo, co wzmogło w nas jeszcze większy respekt i szacunek do Aconcagui.

Wieczór spędziliśmy bardzo miło w jednym z kawiarnianych namiotów, pijąc yerba mate. Grupa Słowaków świętowała zdobycie szczytu. Przyłączyliśmy się do niej. Pierwszy raz śpiewałem i tańczyłem na takiej wysokości. To coś niesamowitego, zwłaszcza, gdy jest się obutym w ciężkie "skorupy". Radość Słowaków dodała nam wiary w powodzenie dalszej akcji górskiej, gdy widzieliśmy ich uśmiechnięte twarze. Brzmienie znajomego języka przywoławo myśli o najbliższych. Okazało się, że góralskie piosenki nie tylko pięknie brzmią w naszych Beskidach, Tatrach, czy Bieszczadach, ale w warunkach południowoamerykańskich również.

Śpiewając przy wtórze gitary, tańczyłem ze Słowaczką, która absolutnie nie chciała mnie wypuścić w dalszą drogę, mówiąc, iż jeden dzień w przód czy w tył nie ma znaczenia. Niewiele brakowało, by powstała kolejna zwrotka do popularnej góralskiej pieśni Zalubić Słowaka, ale rozsądek i racjonalna ocena sytuacji wzięły górę nad emocjami?

(...)

***

Fragment książki "O dwóch takich... Teraz Andy"

Autorzy: Łukasz Żelechowski, Katarzyna Pinkosz

Wydawnictwo Demart

źródło informacji: materiały prasowe

Dodatki

Warto zobaczyć

temp: / °C ciśnienie: hPa,


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe